Info na szybko:

  Kto kocha skandynawskie skandale gejowskie? ;)

Warsztat Miłości [7]: Niemoralny prezent


Zszedłem do garażu. Wiedziałem, że go tam zastanę – wśród aut z otwartymi maskami i porozrzucanych skrzyń z narzędziami. Podszedłem i poprosiłem o chwilę rozmowy. Nie byłem jednak pewien, czy to nie będzie nasza ostatnia konwersacja…

Nie reagował.

Oskar, proszę cię… – błagałem. – Porozmawiaj ze mną choć chwilę, jeśli kiedykolwiek coś dla ciebie znaczyłem…

Nie mogłem się powstrzymać. Popłynęły mi łzy.

Chyba to go skruszyło. Wysunął się spod auta, popatrzył na mnie i usiadł, a ja usiadłem naprzeciw niego. Wytarłem łzy w rękaw.

Przyznałem z bólem, że postąpiłem okropnie.

Że przegiąłem.

Że za to małe przewinienie ukarałem go tak mocno. Że na drodze naszej miłości stanęły jakieś małe pierdoły, a ja zrobiłem z nich wielką aferę.

Przeprosiłem go najszczerzej, jak umiałem – patrząc mu prosto w oczy.

Przyjmujesz moje przeprosiny? – zapytałem.

On tylko siedział w milczeniu.

Na górze mam dla ciebie niespodziankę – dodałem.

Spytał, o co chodzi. A ja odparłem, że musi przekonać się sam.

Po chwili wahania wstał i ubrał koszulkę. Pomyślałem, że to dobry znak. Że jednak chce odbudować to, co między nami było.

Weszliśmy do góry i poprosiłem, by otworzył drzwi do sypialni.

W naszym łóżku leżał nagi Dawid – z pełnym, potężnym i podniecającym wzwodem. Jego klata lśniła.

Czekał tam zgodnie z planem.

Oto twój prezent – dodałem. – Możesz go skonsumować tu i teraz. A nawet powinieneś.

Oskar otworzył usta ze zdziwienia i zaczął szybko oddychać. Cofnął się o krok. Popatrzył na mnie, potem na Dawida, a potem znów na mnie.

Oszalałeś? – spytał. – Nie można…

Położyłem mu palec na ustach, a drugą ręką zmacałem jego krocze. Jego pała była już mocno pobudzona.

I kogo chcesz oszukać? – zapytałem. – Wiemy obaj, że tego chcesz. I ja tego chcę. Bo tak postępuje prawdziwa miłość. Daje ci to, czego naprawdę pragniesz. A wiemy, że dla geja najlepszym prezentem jest rozkosz.

W jego oczach zabłysła łza.

Przytuliliśmy się czule. Zrobiło mi się ciepło i dobrze na sercu.

Zerwałem z niego ubranie, obnażając jego gotowe, wielkie, spocone cielsko i soczystą, nabrzmiałą pałę, której tak dawno już nie widziałem. Gdy zsunąłem jego bokserki, kiwała się majestatycznie z boku na bok.

Ucałowałem ją na szczęście.

A potem zaciągnąłem go do łóżka, po czym rozkazałem, by kochali się tak, jak tego pragną.

Dawid zaczął z prawdziwą pasją ssać fantastyczną oręż mojego faceta.

Obserwować to na żywo było zupełnie inną jakością, niż patrzeć na ekranie.

Dławił się nią, ale pchał dzielnie w swoje gardło, ile miał sił.

Następnie Oskar wyrwał mu ją z ust, rzucił go na plecy i ruszył do boju. Wszedł w niego bez pytania – aż chłopak pisnął.

Żadna siła, żadne zakazy nie mogłyby ich powstrzymać przed tą rozkoszą, której chcieli wspólnie doznać.

Byli jak wygłodniałe zwierzęta, które kierują się już tylko najprostszymi instynktami. Dymali się z hukiem i jękiem.

A ja leżałem obok i z życzliwością przyglądałem się ich cudownym ekstazom, na które obaj ciężko pracowali.

I choć były chwile, że myślałem, że wybuchnę z zazdrości, że ich spróbuję ich powstrzymać, rozdzielić, rozstawić po kątach, to jednak wiedziałem, że należało mi się – za to, czego się dopuściłem.

I Oskarowi też się należało.

Potrzebował tego dla podbudowania swojej męskiej, potężnej i władczej dumy. Dumy, za którą go kochałem w łóżku i poza nim.

Dawid był jak marionetka – można było z nim zrobić wszystko. Był ruchany i drążony ja wiele sposobów. Sapał i donośnie wył z nadmiaru rozkoszy, gdy wielki drąg mojego Miśka penetrował go głęboko, brutalnie i bezlitośnie.

Wtem z jękiem trysnął, jak zgnieciony soczysty owoc.

Jego klata pokryła się gęstym, świeżym nasieniem, które bez skrępowania zaczął wydzielać na naszych zdumionych oczach. Jego pała sprężała się jak szalona.

Oskar wyszedł z niego. Był suchy.

Misiek, ale nie spuściłeś się jeszcze… – nie zdążyłem skończyć, gdy chwycił mnie silnie, zerwał moje ubrania jednym sprawnym ruchem, obrócił mnie tyłem i wbił między moje pośladki swojego twardziela.

Poczułem go w sobie mocno i głęboko jak nigdy dotąd. Zaczął mnie posuwać jak tanią kurtyzanę. Czułem się mu całkowicie oddany jak usłużny niewolnik.

W trakcie tego masywnego, lubieżnego posuwania zrozumiałem – chciał dojść we mnie. Tylko moja dupa była dla niego odpowiednia by się masywnie spuścić i wypełnić ją nektarem.

Czy gej może dostać lepszy komplement? – zapytałem sam siebie.

I strzelił we mnie tak obficie, że zaczęło się ze mnie ulewać. Jęczał, wył i skręcał się. Podnieciło mnie to tak, że trysnąłem razem z nim.

Prześcieradło zaplamiło się naszym zmieszanym nasieniem a w powietrzu rozszedł się cudny zapach rozgrzanych, buzujących feromonów.

Poczułem w środku ogrom tej szalonej, kipiącej nasiennej piany, którą smarował mnie od wewnątrz i łaskotał w najczulszych punktach mojego ciała.

Cudownie być zostać tak profesjonalnie zerżniętym – i to przez faceta, którego tak mocno kocham!

Dawid przyglądał się nam spokojnie i z pewnym dystansem.

Oskar natomiast padał ze zmęczenia, ale był skrajnie zadowolony.

 Przyjmuję przeprosiny – wyszeptał mi zdyszany na ucho i spojrzał na Dawida. – To naprawdę trafiony prezent.

Wtem popatrzył na mnie: – Ale i tak wolę twój tyłeczek – dodał, uśmiechnął się i mnie pocałował.

To był naprawdę cudowny, męski i prawdziwy seks.

Dawid zapytał, czy jeszcze go potrzebujemy, bo inaczej już by nam nie przeszkadzał w umizgach, wziąłby prysznic i poszedłby pozamiatać w garażu.

Uśmiechnęliśmy się, bo najwyraźniej potraktował ten seks jako kolejny obowiązek w swojej pracy.

Opowiedzieliśmy, że jest wolny.

Gdy z Miśkiem zostałem sam – zasnęliśmy w swoich objęciach, tracąc kompletnie poczucie czasu. To był cudowny powrót i fascynujące, głębokie przeżycie.

I chyba należy mi pogratulować pomysłu na prezent.

***

Późno w nocy obudziłem się i zachciało mi się pić. Zszedłem więc na dół do kuchni.

Spotkałem tam Oliwiera. Pił herbatę i czytał książkę.

Przywitaliśmy się, choć bez entuzjazmu.

Nalałem sobie wody i  przy okazji przyjrzałem się okładce. Nie mogłem uwierzyć. To były „Sklepy cynamonowe”!

O rany, gratuluję gustu! – powiedziałem nagle, nie wytrzymując entuzjazmu.

Znalazłem to cudne, skórzane wydanie u was, na półce. Całe zakurzone. A Schulz to jeden z moich ulubionych pisarzy – odparł spokojnie, odkładając książkę na bok. – Ma genialny warsztat. Ta lingwistyka…

Wiesz, że są na świecie ludzie, którzy uczą się polskiego tylko po to, by móc przeczytać „Sklepy cynamonowe” w oryginale?

Nie wiedział, ale przyznał, że specjalnie go to nie dziwi.

Zaczęliśmy rozmawiać.

Jak się dowiedziałem, Oliwier przyjechał z Niemiec – gdzie mieszkał na stałe – by pogodzić się z Oskarem. Nie rozmawiali ze sobą prawie dziesięć lat. Szukał z nim kontaktu, aż w końcu znalazł.

Nie wyjawił mi jednak, co ich poróżniło. A ja nie chciałem go ciągnąć za język.

Pomyślałem, że być może Oskar sam mi powie, gdy uzna, że to dobry pomysł.

Tak czy inaczej – Oliwier, pod płaszczykiem pozornej obojętności, okazał się być bardzo oczytanym, inteligentnym facetem.

Rozważnie i mądrze dobierał słowa, słuchał mnie z uwagą i, jak się okazało, zwiedził też pół świata. Pokazał mi zdjęcia z różnych wycieczek – do RPA, Chin czy Wenezueli. Miał wszędzie znajomych i władał kilkoma językami, w tym tak egzotycznymi (dla mnie) jak mandaryński.

Zafascynował mnie.

Powiedz mi, czym właściwie zajmujesz się zawodowo? – zapytałem w końcu z ciekawości.

Bo wyglądał na faceta dość majętnego.

Na jego nadgarstku błyszczał drogi zegarek, budząca podziw fura lśniła przed naszym domem. Wyróżniało go także wiele innych wyrafinowanych cech, jak na przykład zamiłowania do ostryg czy inne kosztowne kulinarne zapotrzebowania. To wszystko zdradzało, że jego konto musi mieć kilka dodatkowych zer.

Nie wiem, czy na pewno chcesz wiedzieć.

I tą odpowiedzią sprawił, że moja ciekawość wzrosła milionkrotnie.

Oczywiście, że chcę wiedzieć! Chyba, że to jakaś tajemnica.

Nie, skądże – odparł, wziął łyk herbaty i spojrzał na mnie ujmująco. – Jestem aktorem porno.

Prawie spadłem z krzesła.

I pewnie masz pseudonim Tim Angel.

Tak. Pewnie mnie oglądałeś w necie, co?  zaczął się śmiać.


Autor Fiutomer. Wszelkie prawa zastrzeżone. Nieautoryzowane rozpowszechnianie fragmentów lub całości niniejszego utworu w jakiejkolwiek postaci jest zabronione. Wykonywanie kopii i publikacja tego utworu na jakimkolwiek serwisie internetowym czy innej publikacji bez wiedzy i zgody autora jest naruszeniem praw autorskich i spotka się z reakcją autora. Autor nie ponosi odpowiedzialności za konsekwencje przeczytania niniejszego utworu.

4 komentarze:

  1. Każda kolejna część podsyca tylko moją ciekawość. :) Świetna robota. Oby tak dalej. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie wiesz, jak mnie to cieszy :) Następna część będzie chyba jeszcze bardziej pokręcona :)

      Usuń
  2. To uzależnia! Chce coraz więcej i więcej. Masz talent i to widać ;)

    OdpowiedzUsuń

Ty też podziel się opinią na temat opowiadania!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

TOP 10 miesiąca