Dziś coś dobrego na kolację

  Krótkie, ale mięsiste opowiadanko o pewnej parze :)

Psy kaprala Bazalta


Gdy dostałem wezwanie do wojska - chciałem uciec.

Nie wiedziałem wtedy, że służba wojskowa może okazać się poligonem tak przyjemnych doznań, nowych doświadczeń i odkrywania siebie.

I że pozwoli mi także odkryć pewną prawdę o życiu - że najważniejsze wojny w naszym życiu zawsze toczą się z nas samych.

Nazywam się Janek Galer i opowiem wam historię mojej służby wojskowej...

Chłopaki z mojej jednostki, wbrew początkowym obawom, okazały się genialną galerią różnych osobowości - wesołych, smutnych, złośliwych i spokojnych.

Wszystkich nas łączyło jednak to, że byliśmy jak stado nieokiełznanych szczeniaków. Młodych, chętnych do zabawy i z trudem przyzwyczajających się do narzuconej nam żelaznej dyscypliny militarnej.

Pierwsze zderzenie z nią było dla nas tragiczne.

Te pobudki o 5:00 rano, te ćwiczenia na poligonie aż do upadłości. Ale daliśmy radę. Jako że jesteśmy prawdziwymi facetami - wykonaliśmy narzucone nam całkowicie bezsensowne zadania (przenoszenie skrzynek na przykład), czym daliśmy dowód naszej wytrwałości.

Darek wycinał się wyraźnie z tego męskiego tła. Już pierwszego dnia przypadliśmy sobie do gustu.

Byliśmy na siłowni.

Przez przypadek położyłem dłoń na hantli, po którą sięgał. Wystarczyła wymiana spojrzeń i gdzieś miedzy nami wytworzyła się przyjemna braterska chemia - pozwalająca nam snuć wspólnie kaskady luźnych, wzajemnych docinek, sprośnych dowcipów i planów, co zrobimy, gdy już wrócimy do cywila.

Od tamtej pory trzymaliśmy się razem.

Darek miał jeszcze jedną, dość charakterystyczną cechę. Można ją było odkryć jednak dopiero pod prysznicem. Gdy rozebrał się do naga. Oczy atakowała bowiem jego... pupa.


Wiem, że facetowi hetero ciężko to przyznać, ale serio - jego dupa była piękna. Uderzała kształtnością. 


Była duża, acz zachowywała w sobie zaklętą formę męską.

Raz nawet za długo się na nią gapiłem pod prysznicem, co nie uszło uwadze Darka i postawiło mnie w dość kłopotliwej sytuacji.

Szczęśliwie rozeszło się to po kościach i od tamtej pory pod prysznicami trzymałem się z dala od jego pupy, żeby oczyścić się nie tylko z poćwiczebnego błota, ale też wszelkich podejrzeń.

Podejrzenia jednak snuły się wokół kogoś innego.

- Słyszałeś, że ma nas przejąć starszy kapral Bazalski? - zapytał pewnego wieczoru Darek, siadając na mojej pryczy, gdy czytałem książkę.

- I co z tego?

- No jak to co? Wszyscy gadają o nim różne dziwne rzeczy.

- Nie każ się ciągnąć. Za język oczywiście.

- Ponoć potrafi być blisko ze swoimi żołnierzami... Sam nie wiem, jak mam to rozumieć. Jest podobno bardzo wymagający. I był kiedyś alkoholikiem, ale z tego wyszedł.

- Fascynujące. Blisko? To znaczy co? Będzie kazał sobie obrabiać gałę?

- Już widzę, jak się ślinisz, Galer - zaśmiał się. - W razie czego oddelegujemy do niego ciebie!

Cóż, to był fakt. Wszyscy gadali o Bazalskim różne dziwne rzeczy.

Że potrafi ćwiczyć po 8 godzin dziennie. Że mówi się o nim "podwójny potwór", że wykończył całą poprzednią jednostkę. I że przenoszą go tutaj w bardzo dziwnych okolicznościach. Posypały się jakieś skargi na niego czy coś. Wytworzyła się gęsta, nieznośna atmosfera skandalu.

To jednak nie było moim największym zmartwieniem.

Z czasem bowiem zaczął się pojawiać pewien inny problem. Mój osobisty.

Nie wiem, czy to te całodzienne ćwiczenia na poligonie lub w siłowni, wojskowa dieta czy coś innego sprawiło, że od dłuższego czasu ciągle odczuwałem intensywne... podniecenie seksualne.

Wymykałem się więc do kibla parę razy dziennie, kiedy tylko się dało, żeby dopuścić się szalonego onanizmu i marzyć, by, wraz z tym całym zapasem spermy, z mojego ciała wyszedł także ten wciąż odradzający się, nieposłuszny popęd.

Ale niewiele to dawało.


Spuszczałem się pod prysznicami, do pisuarów, w krzaki na poligonie, za namiotami, w wychodkach i w czołgach. 

Ale wciąż moje libido odradzało się zaraza.


Ta zaburzona ekonomia mojego seksualnego popędu owocowała coraz wyższymi notowaniami erotycznego napięcia, głębokim deficytem przestrzeni wolnej od myślenia o własnoręcznym wytrysku.

Raz wymknąłem się, gdy rozbiliśmy obóz gdzieś w lesie niedaleko poligonu. Stanąłem pod drzewem i - widząc, że chłopacy kręcą się w amoku w oddali i nikt mnie nie zauważy - oddałem się ponownie grzesznym, prowytryskowym praktykom.

I gdy byłem już o krok od nirwany, zza zarośli wyszedł Darek:

- Podobno rosną od tego włosy między palcami! - krzyknął i zaśmiał się.

Szybko schowałem kutasa w zażenowaniu:

- Kurwa, Darek, pięciu minut dla siebie tu nie mam.

- Spoko, co ja ci niby na przeszkodzie stoję. Wal dalej, nikomu nie powiem. Zresztą wszyscy to robią tutaj - odwrócił się przodem do drzewa, odpiął rozporek, wyciągnął fiuta i zaczął oddawać mocz.

Odwróciłem się bokiem, starając się uniknąć tego widoku:

- Nie zauważyłem, żeby tu wszyscy walili.

- Proszę Cię. Tutaj każdego roznosi. Jesteś tu młody, więc nie wiesz. Walą konia wszędzie. Na pryczach, w namiotach, pod prysznicami, w czołgach, w okopach, na poligonach. A wiele razy chłopaki walili razem, bo już nawet się z tym nie kryli.

- Taki homo-oddział - podsumowałem.

- Homo, nie homo. Potrzeba jest potrzebą. A i tak wszyscy mamy to samo w majtkach. Więc co tu ukrywać. Problem jest inny: z czasem samo walenie nie wystarcza. Najbliższa kobieta jest jakieś 20 kilometrów stąd. A każdy tu zaczyna tęsknić za prawdziwym ruchaniem.

Trafna diagnoza.

- Kurwa, ja też - wyznałem mu. - Tęsknię za dziurą, po prostu dziurą. Ciepłą, w którą mógłbym się spuścić. I tyle.

- Masz laskę w cywilu?

- Nie. Jakoś nie układało mi się z laskami. Ale za dziurami tęsknię. Jak każdy normalny facet.

Darek skończył lać, zapiął rozporek i myślał przez chwilę:

- Okej, zgoda.

- Na co?

- Wiesz... lubię cię. Nie jestem laską, ale... też mam dziurę. Wypożyczę ci ją - uśmiechnął się. - Zrobisz, z nią, co zechcesz.

Odsunąłem się lekko zszokowany:

- Ej, nie jestem gejem. Chyba źle mnie zrozumiałeś.

- Przecież, ale... Po prostu kumplowska propozycja, ej.

- Co ty pedał jesteś?.

Darek zerwał kontakt wzrokowy i zmarszczył się:

- Sory, nie było rozmowy - i odszedł.

Wróciliśmy do jednostki.

***

Tej nocy jednak nie mogłem zasnąć. Ciągle myślałem o tej chorej propozycji. Był facetem, to fakt, ale ta jego dupa... Niejednemu hetero stanął by na jej widok, jestem pewien.


Właściwie mógłbym przymknąć oko na fakt, że ma z przodu penisa, i po prostu szybko go przelecieć.


Ależ byłaby to ulga!

Ciekawe, czy mu się spodobałem i dlatego mi to zaproponował. A może proponuje każdemu? Może jest tutejszym ruchadłem. Zresztą. Co mnie to interesuje.

Dobra, załóżmy, że miałbym go przelecieć. Pytanie: gdzie?

Może pod prysznicem? Jak wszyscy się wykąpią, to nikogo tam nie ma. Można chodzić nago, nikogo to nie dziwi. Jest dość ciemno, nikt nie zauważy. Tak wielka była moja tęsknota za konkretną dziurą do spustu.

***

Na drugi dzień, po ćwiczeniach, gdy braliśmy prysznice, podszedłem do Darka gdy stał pod strumieniem gorącej wody. Przyjrzałem się ukradkiem jego pupie - wciąż powalała doskonałością i kształtności jak bułeczka z Lidla. Aż podnieciłem się na myśl, że mógłbym ją ruchnąć.

- To nadal aktualne? - zapytałem.

Darek wynurzył się spod strumienia i przetarł twarz:

- Sorki, ale nie wiem, o czym ty mówisz - po czym wrócił do czynności higienicznych.

Poczekałem na niego na zewnątrz, przy umywalkach. Podszedłem, gdy reszta chłopaków się oddaliła i byśmy mogli na spokojnie pogadać.

- Słuchaj... - zacząłem niepewnie. - Nie myśl sobie, że jestem jakimś pedziem, okej? To ty pierwszy zaproponowałeś...

- Nie ma tematu, okej? - uciął, po czym zdjął ręcznik, którym był owinięty w pasie i zaczął wycierać nim głowę. Stał cały nago. Jakby chciał zrobić sobie reklamę swoim wyśmienicie wyrzeźbionym ciałem.

- Jestem normalny - zacząłem tłumaczyć. - Po prostu mam potrzebę, jak każdy facet. Też jesteś facetem, powinieneś to kurwa zrozumieć!

- Nazwałeś mnie pedałem - wymamrotał spod ręcznika.

- Przestraszyłem się, okej? Każdy może.

Darek opuścił ręcznik. Jego włosy wyglądały jak tatarak, w który trzasnął piorun:

- Chcę to usłyszeć.

- Co?

- Magiczne kurwa słowo.

- Ech... Przepraszam, okej?

- Janek, kurwa. Nie znamy się od wczoraj. Jestem twoim kumplem. Po prostu. Chciałem dobrze. Dla ciebie. Prawdziwi kumple-żołnierze potrafią się dla siebie poświęcić, co nie?

Stałem tak i patrzyłem w ten jego burdel na głowie i wciąż to do mnie nie docierało, jaki burdel utrzymuje też w swojej głowie. Czyli to nie był żart ani nic takiego - on po prostu chciał mi dać dupy.

Przerażało mnie coś w tej myśli, a jednocześnie mi schlebiało - oferuje się mnie. Nikomu innemu. 

Chyba.

- Wszystkim kumplom proponujesz coś takiego? - zapytałem.

- Po prostu wiem, jak to jest. Siedzieć tu miesiącami i marzyć o dupie do rżnięcia. Z każdym kolejnym rękoczynem myślisz, że to pomoże. A to tylko pogłębia spustoszenie. W końcu chcesz poczuć czyjeś ciało. Żywe ciało. Ciepłe. To daje spełnienie na dłużej. Wierz mi.

- Skąd ty niby to wiesz?

- Długa historia.


Gdy o tym wspomniał, zdawało się, że jego kutas nieco się powiększył. Ale wstydziłem się spojrzeć wprost na niego. Dostrzegłem to tylko katem oka.


- Mów!

- Ech... Kiedyś był tu taki młody blondynek. Dawał każdemu chętnemu. Cebula, Skobel, Radoś przeruchali go po kolei i powiedzieli, że to serio pomaga. Że na tydzień mieli walenie z głowy. Więc spróbowałem. Mieli rację. Szkoda, że go przenieśli. Sprawował się dobrze.

- No dobra, być może tak jest. Nie mówię, bo nigdy nie ruchałem faceta. Ale wciąż nie mogę zrozumieć, czemu akurat ty chcesz mnie... no wiesz. Dosiąść.

- Serio tego nie widzisz? - zapytał zaskoczony, po czym pokiwał głową na boki z niedowierzania.

- Czego niby?

- Słyszałem, jak Ryla gadał, że chcą cię uczynić starszym szeregowym. Ale Marian, wiesz który...

- Ten stary?

- Tak. Oponował. Że ponoć nie radzisz sobie z celowaniem. Ostatnio coraz gorzej.

- I co to ma do twojej dupy?

- Jak człowiek podniecony, to mu łapy drżą i nie może trafić - zaśmiał się i rzucił mi swoim mokrym ręcznikiem w twarz. Szczęście złapałem go zawczasu - Idę stąd. A ty... pomyśl jeszcze. Kariera w wojsku czeka.

- Czy to znaczy, że my...?

- Potraktuj to czysto technicznie. Po prostu wejdziesz w dziurę, zrobisz swoje i wyjdziesz. Kiedyś i ja mogę być w potrzebie - uśmiechnął się i poszedł.

***

Wieczorem rozległ się alarm. Wszyscy zebrali się na korytarzu. To były niespodziewane ćwiczenia. Ustawiliśmy się w szeregu - niektórzy jeszcze bez koszulek.

Wtem drzwi się otwarły i pewnym krokiem wszedł potężnie zbudowany, oszałamiająco przystojny i wysoki mężczyzna o mięsie twardym, potężnym i grubym.

Wszystko w nim nasączone było do granic absorpcji czystym smakiem męskości - kolosalna klata z trudem opięta mundurem, solidnie zarysowana żuchwa, rozbudowane ramiona, blask wędrujący po ciemnych włosach, sensacyjna sprężystość chodu i bystrość samczego spojrzenia.

Powiało potęgą, agresją i tajemnicą.

- Baczność! Starszy Kapral Daniel Bazalski - oznajmił tubalnym głosem.

Po znaku spoczęcia zaczął swój wywód. Że przejmuje nad nami stery od dziś.

- I jest jedna rzecz, o której musicie pamiętać nawet, jak was obudzę o 4:00 rano i nie będziecie wiedzieć, jak się nazywacie. Jedna zasada, której trzymacie się bardziej, niż własnych nieśmiertelników. Żadnego. Kurwa. Alkoholu. W. Jednostce. Zrozumiano?!

- Tak jest! - odparliśmy chóralnie.

Odparł, że odpowiedzieliśmy mało przekonująco i że ma ochotę się na nas wyżyć. I się wyżył - przeczołgał nas po poligonie, w błocie, jak psy. Powtarzał, że jesteśmy psami.

Ale o dziwo - ćwiczył razem z nami.

- Dobry kapral ćwiczy razem z szeregowcami - dodał, cały uwalony błotem.

I faktycznie - od razu zaskarbił sobie tym nasze serca.

Na zewnątrz twardy jak kutas młodego byka, potężny, hardy i wyćwiczony. W środku zdawał się nadal być człowiekiem, który rozumie, co to partnerska współpraca między żołnierzami. Nie bał się ubrudzić, ujebać, upierdolić po uszy i pokazać nam, że też jest gotowy przyjąć pełen znój pola bitwy.

Po ćwiczeniach poszliśmy wszyscy pod prysznice.

I tu także zaskoczenie. Kapral Bazalski, jak gdyby nigdy nic, zdjął z siebie ciężki, brudny mundur, odrzucił wszelkie odznaczenia, belki, pagony, rozpiął pasy, rozwiązał sznurówki, po czym udał się z nami kompletnie nago zażywać pryszniców.

Było to dziwne, bo przełożeni nigdy nie myli się tutaj z podwładnymi.


I muszę przyznać - przy całym swoim heteroseksualizmie - że ten człowiek miał po prostu ciało boga.


Oczywiście wyczuwaliśmy to przez nabrzmiałe kształty jego munduru i pewny sposób, w jaki się poruszał - odznaczając się siłą gestów i chodu.

Ale dopiero tu, w łazience, gdy pozbył się ubrań, można było w pełni podziwiać ten żywy pomnik prawdziwego żołnierza - napęczniałe napakowanie jego postury, tę bajeczną balladę mięśni, dumną demonstrację męskiej anatomii.

Lata silnych, systematycznych ćwiczeń starannie szkicowały tę samczą sylwetkę tak, że odurzała nawet heteroseksualny mózg.

Kapral emanował potęgą swojego ciała, jawiąc się w oczach moich i całej jednostki jako symbol męskości absolutnej. Ostatecznej i niezachwianej w swej najbardziej dojrzałej, wybujałej i dopracowanej formie.

Jeśli my byliśmy mężczyznami, to on był nadmężczyzną.

A dodatkowe blizny na klacie, ramionach i udach przyprawiały go o to, czego nie mieliśmy my, młode wilczki dopiero co wciągnięte do watahy wojska - o dzikość, pasję i ukrytą agresję.

Szramy te jego opowiadały nam pasjonujące historie o dawnych starciach, przebytych drogach i heroicznych wyczynach kaprala. Były żywą mapą jego podbojów, milczącym zapisem zwycięstw i porażek.

Dowodem, że na polu bitwy jedyną prawdziwą bronią żołnierza jest jego ciało.

Że gdyby zabrać mu karabin i zedrzeć z niego całe ubranie - pozostanie mu właśnie ciało. Broń ostateczna.

Widziałem innych chłopaków, jak dyskretnie strzelali spojrzeniami w jego roznegliżowane, skąpane ciepłą wodą ciało. Kapral Bazalski jednak kompletnie nie zwracał na to uwagi. Jego tajemnicze milczenie i obojętność być może była częścią jego samczej natury.

A może była tylko maską.


Być może gdzieś tam w środku był tak dumny ze swojego ciała, że pragnął się nim pochwalić przed swoimi żołnierzami.


Chciał nam nim zaimponować - bo jest ono zapisem długiej historii walki o siebie i walki z innymi. Piękną pamiątką starań, dowodem zdrowia i siły, jaka w tym gargantuicznym samcu drzemała.

A może chciał także pochwalić się czymś jeszcze.

Miał bowiem... niesamowicie wielkiego penisa.

Wstyd mi to przyznać, ale - jak chyba każdy - spojrzałem TAM i zobaczyłem to coś: uśpione, dyszące bydle; mięsiste monstrum o tkance jasnej i powabnej. Niewątpliwie zaznaczało ono swoją nadnaturalną dominację w całej tej jednostce. Żaden facet nie mógłby tam bowiem nawet stanąć obok Bazalskiego.

Tak czy inaczej - codzienne wspólne kąpiele z kapralem stały się dla nas normą. Bazalt - bo taką ksywę otrzymał - ćwiczył z nami, przebywał z nami i jadł z nami. Wciąż jednak nie było między nami dialogu.

***

Przez pewien czas chłopaki z naszej jednostki udawali, że niby nie zauważyli, jak wielkim sprzętem wymachuje kapral w łazience, ale po pewnym czasie pojawiły się pewne dowcipy:

- Co robi Bazalt, gdy szeregowiec się krztusi? Wysuwa o kilka centymetrów.

I fakt, że wszyscy wybuchali śmiechem, świadczył bezsprzecznie, że każdy zauważył, że Bazalt wręcz potyka się o swojego kosmicznego kutasa. Że najpierw wchodzi on, a dopiero potem kapral.

Strach było pomyśleć, jak to coś wyglądało, gdy budziło się do życia. Ile przestrzeni zabierało, gdy Bazalta nachodziła wena na ruchanie.


Ileż ten pal monstrualny musiał krwi wessać w swoją objętość, by móc stanąć o własnych siłach..?


Z czasem nasz dystans do nowego kaprala zmniejszał się jeszcze bardziej.

Gdy nastała zima, zbudził nas pewnego dnia o 5:00 rano i kazał kopać dół przy poligonie. Nasze wkurwienie z tego powodu sprawiało, że nie było nam zimno - krew nam się gotowała.

Ale potem okazało się, że mieliśmy zbudować nad dołem szałas, wewnątrz którego rozkazał nam urządzić... saunę!

To było to, czego chłopaki potrzebowali.

Szczególnie po siłce, gdy wszystkie mięśnie w ciele były pełne napięcia i bólu. Wszyscy, razem z Bazaltem, wskoczyliśmy tam, by nasze zmęczone ciała zażyły pełni odpoczynku i relaksu.

Ciepło odpręża i hartuje.

Wtedy jednak wkradła się wyraźnie między nas pewna paraliżująca niezręczność. Usiedliśmy nago w kręgu i razem z kapralem milczeliśmy.

Siedział z zamkniętymi oczami i odchyloną głową, w pozycji relaksu, próbując całym swoim potężnym, nagim ciałem wyłapać konsystencję tej cudnej atmosfery.

Momentami niknął w parze niczym mistyczna zjawa, bóstwo z jakiegoś zapomnianego olimpu, które musiało zejść do śmiertelników i obdarować ich swoją doskonałością.

- Dlaczego milczycie? Nigdy nie rozmawiacie? - zapytał pewnego razu.

Przez moment nadal panowała cisza. Bazalt otworzył oczy:

- Pytałem o coś.

Darek się wyrwał:

- No bo ... nigdy żaden przełożony z nami nie brał pryszniców. Trochę nam dziwnie...

- Jasne. Przełożeni mają swoje prysznice z budynku obok. A wiecie czemu kąpię się z wami? - zapytał po chwili namysłu. - Nic tak nie podnosi zaufania między facetami, jak przebywanie razem nago. Nie kryjemy się już za mundurami, stopniami, nie możemy udawać kogoś, kim w rzeczywistości nie jesteśmy. Jesteśmy my jako my. Pomijając fakt, że kąpać się ze starszym kapralem Marianem to żadna przyjemność...

Zaśmialiśmy się. Ale to, co powiedział, rzuciło na nasze prysznicowe przemyślenia zupełnie nowe światło. Tymczasem Bazalt znów zamknął oczy, odchylił głowę i kontynuował:

- Widzieliśmy siebie nago, co skraca dystans między nami. Sprawia, że nasze relacje stają się bardziej zażyłe, intymne, prawdziwe, autentyczne. Nago nie można udawać. Nago jest się nago - nawet w sensie psychicznym i społecznym. Pokazanie się przed kimś nago to sygnał, że jest się z kimś blisko. To dowód wielkiego zaufania...

- Aż tak... wielkiego? - palnął Jarek. Po saunie przetoczyła się fala parsknięć. Aluzja była jasna.

- A więc zauważyliście - po raz pierwszy Bazalski się zaśmiał, próbując objąć wzrokiem przytłaczający ogrom swojego kutasa. Kapral miał ładny uśmiech, kompletnie nie przystający do masywnej anatomii jego szczeki i męskich kształtów.

- Trudno nie zauważyć - dodał ktoś inny.


- Przykro mi chłopaki - powrócił do pozy czerpania przyjemności. - Przeze mnie wszyscy macie teraz małe, śmieszne kutaski - uśmiechnął się lekko bezczelnie. Ale racji mu odmówić nie można było.


Byliśmy nim zafascynowani.

Rodził we mnie i kumplach różne odczucia. Zazdrościliśmy mu ciała, ducha, podziwialiśmy go, a na swój sposób nawet może i kochaliśmy.

Był trochę jak ojciec, dobry kompan i nauczyciel. Wymagał od nas wiele, ale kochał nas po swojemu - nieraz pokazując, że mu na nas zależy. Jak wtedy, gdy bronił nas przed przełożonymi, gdy podczas ćwiczeń rozwaliliśmy płot.

***

Któregoś zimowego dnia mieliśmy ćwiczenia w czołgu. Ja i Darek wylądowaliśmy w tym samym. On kierował, ja celowałem.

Mamy rozkaz dojechać na koniec poligonu. A ty masz wymierzyć tamten cel przy bramie. Wszyscy to już zaliczyli. Bazalski mówił, że to proste.

Rozklekotanie całej tej durnej oraz frustrującej maszynerii wojennej i obecność Darka - być może to właśnie sprawiło, że tego dnia po prostu spudłowałem. Wyjebałem sąsiednią sosnę.

Darek oderwał się od sterów i usiadł obok mnie. Było ciasno i ciemno, jak to w czołgu.

Stary, sypiesz się. Nawet, jak tu i teraz byś wziął i zwalił, to nic ci to nie da. Kiedy ostatnio to robiłeś?

- Dziś rano. Dwa razy.

- Zobacz na swoje ręce.

Moje dłonie drżały z napięcia. Nie wiedziałem już, czy to nerwy czy podniecenie. To był jakiś dziwny, egzotyczny koktajl emocji, których nie znałem. Upajający i paraliżujący jednocześnie. Jak słodka trucizna. Darek chwycił mnie za dłoń:

- Pamiętasz o mojej propozycji, prawda? Dziura w dupie to dziura w dupie. Ulżyj sobie i zaliczysz to ćwiczenie w końcu.

Westchnąłem.

Dziś o 21:30 pod prysznicami. Ja mam coś do nawilżenia - dodał, po czym wróciliśmy do jednostki.

***

Nastał wieczór. Moje rozpalenie seksualne osiągało nowy, głębszy wymiar - wciągając mnie w swoje zawiłe, wilgotne labirynty.

Teraz byłem już pewien, że to przez zapach. Zapach tych wszystkich spoconych facetów. To on otumaniał mój mózg jak inwazyjny narkotyk i sprawiał, że chciało mi się ruchać, jak psu szczekać.

Mimo to wciąż nie byłem pewien, czy chcę spuścić się w Darku. Przed umówioną godziną ruszyłem w stronę pryszniców, ale po drodze zamknąłem się w ubikacji. Wyciągnąłem chuja i zacząłem walić.

To mi wystarczy - wyszeptałem do siebie.

Nie, kurwa, nie wystarczy ci - usłyszałem zza drzwi. - Otwieraj.

Poddałem się. Otworzyłem. Darek stał cały goły. Światło księżyca, które przebijało się przez okna, fantastycznie rzeźbiło jego ciało niczym ręka Michała Anioła.


Trzeba przyznać, że był niesamowicie zbudowany. Każdy facet mógłby mu tego zazdrościć. No może tylko nie Bazalt.


Śpieszmy się, bo czasu nie ma zbyt wiele - dodał i ruszył w stronę pryszniców. W rękach miał tubę żelu. Jego pupa skakała przy każdym kroku. Nie da się jej porównać z niczym innym, jak z bajkową brzoskwinią kipiącą smacznym sokiem.

Złapał się umywalki, wypiął się i stanął w lekkim rozkroku. Mojego kutasa dwa razy nie trzeba było stawiać do pionu - stał tam już dumny, obnażony i gotowy do akcji.

- Nie jestem gejem, nie jestem gejem - powtarzałem w myślach.

- Nie jesteś. Ja też nie jestem. Ale trzeba sobie radzić - przerwał moją mantrę.

Wylałem na swojego penisa odrobinę żelu. Zapachniało truskawkami.

Nie było poziomki? - zapytałem.

Kurwa, stary, szybko. Nie mamy całej nocy, a ty mi tu z poziomkami...

Zamknął się, gdy czubkiem kutasa wyczułem zagłębienie między jego pośladkami i już wiedziałem, gdzie mam drążyć. Podjąłem pierwszą, delikatną i bezskuteczną próbę penetracji.

- Nie będzie cię boleć?

- Daj spokój, po prostu czuj się jak z laską. Jak poczujesz obce ciepło wokół kutasa, to zrozumiesz, że to był dobry pomysł... Aha, i poczekaj.

Darek spod umywalki wyciągnął małą piersiówkę.

- Ocipiałeś do reszty? - zapytałem. Jednak on w tym momencie zrobił kilka dużych łyków.

- To na rozluźnienie.

Wtem usłyszeliśmy czyjeś zdecydowane, głośne kroki, które niosły się po posadzce i kierowały się wyraźnie w naszą stronę. W panice podciągnąłem spodnie, a Darek zarzucił na siebie ręcznik. Światło w łazienkach zapaliło się i wkroczył Bazalt:

- Co tu się dzieje? Co wy tu robicie? - zapytał wyraźnie wkurzony.

Wtem spostrzegł na umywalce piersiówkę. Podszedł, chwycił ją i zamieszał - poczuł, że jest pełna.

- Ja nie piłem - wyrzuciłem z siebie.

Darek spojrzał na mnie ze złością.

- BACZNOŚĆ! - wrzasnął Bazalt, aż zdrętwieliśmy. - Szeregowy Galer. Czy ktoś szeregowego pytał, czy pił?

- Nie.

- Chuchnij.

Chuchnąłem.

To samo rozkazał Darkowi. Gdy wyczuł woń alkoholu, zagotował się i spalił na twarzy w ciągu ułamka sekundy. To była jak płachta na tego byka. Któż wiedział, jak poradzi on sobie teraz z własnym rozsierdzeniem?

- Za 5 minut cała jednostka ma się tu zleźć, idź powiadomić innych, rozkaz!

Teraz dygotałem już cały i to na pewno z przerażenia, które zainfekowało mój krwiobieg i dewastowało ciało. Chłopaki zebrali się w łazienkach w sali prysznicowej.

Wkroczył Bazalt. Był bez koszulki i lekko się chwiał. Na posadzkę z hukiem spadła pusta piersiówka Darka. Karpal to wypił sam? Teraz?

- Rozebrać się - rozkazał - Do naga!

Popatrzyliśmy po sobie z przerażeniem, ale powoli wykonaliśmy rozkaz.

Potem rozkazał nam paść na kolana, pochylić się i wypiąć dupy. Mówił, że tak właśnie robią wierne psy. Nie dało się ukryć, że byliśmy przerażeni.

Wtedy też sam zrzucił spodnie. Wystrzelił jego wyprężony kutas w pełnej swej okazałości - w szczycie rozkwitu.

A kutas był to porażający.

Solidnie osadzony w podłożu niczym dąb stuletni, obrośnięty bluszczem tętniących żył, o trzonie grubym, twardym jak orzech, pałowatym, nabrzmiałym w środkowej części i o lśniącej żołędzi dumnie wypiętej ku niebu.


Łukowatość, estetyka i zgrabność tego narządu onieśmieliła wszystkich chłopaków i momentalnie wprawiła nas w kompleksy.


Mieliśmy w gaciach różne kutasy, o różnych kształtach, wielkościach, ale przy tym cudzie blakło wszystko. Wszystkie kutasy zwijały się przy nim w kłębek.

Wszyscy faceci na Ziemi - i mówię to jako hetero z krwi i kości - chcieliby posiąść taki organ.

Mieć go w majtkach, ustach lub w dupie, cieszyć się nim, bawić, ssać go i obserwować jego rozkwit, rozbuchane, samcze nieokiełznanie. Dać się mu zbrukać, zeszmacić. Kutas był to bowiem władczy i tak wybitnie piękny, że z największego hetero zrobiłby miękką, spoconą cipkę w ułamek sekundy.

Emanował męską magią, która gięła kolana i wzmagała naszą uległość.

- Zdaje się, że trzeba was nauczyć posłuszeństwa - orzekł sucho. - A to - chwycił swojego kutasa, nawet nie dając rady go objąć w pełni dłonią - jest narzędzie, którym zaprowadzę porządek.

Na widok wypiętych pup młodych żołnierzy napinał się ten zboczony zwierz, prężył, pienił, potężniał jakby wstrzymując oddech, a głowica jego pęczniała i rozbierała się samodzielnie z bujnego napleta aż do pięknej, lśniącej nagości.

Trudno wyobrazić sobie, jaką wrażliwością wykazywała się ta głowica - skoro nawet drobny powiew powietrza napinał jego kutasa.


Nie trzeba go było nawet dotykać, by stał się gotowy do animalnego wręcz rżnięcia. Kutas ten był samoobsługowy i całodobowy, o mechanizmie erekcyjnym niezawodnym jak najnowsze, amerykańskie wyrzutnie jądrowe.


A każda z żołnierskich pup - tak bajecznie aksamitnych, chłopięcych i rześkich - kusiła tę rozbuchaną rakietę na swój własny sposób.

Jedne rozchylały szerzej swe jędrne, mięsiste poślady. Drugie pociły się obficie słodem, który obiecywał łagodny akt dokowania. Inne otwierały głębiej swe oka wyściełane lśniącym różem i kusiły miękkością.

Wszystkie jednak obiecywały Bazaltowi aksamitny, przytulny raj w swym wnętrzu - erotyczne eldorado, które mogłoby zadowolić kutasy o wszelakich kształtach, rozmiarach i kolorach. Raj spływający samczym, gorącym śluzem, ogrzewany chłopięcą ciepłotą i gęstymi salwami wytrysków.

Na ten widok kutas kaprala drgał nerwowo jak igła kompasu - intuicyjnie poszukując najsłodszej dupy w całym tym pedalskim plutonie. Ślinił się przy tym długimi, srebrnymi soplami.

Podszedł do mnie i smyrnął mnie między pośladami swoim rozpalonym palem. Poczułem jego ogrom i aż przełknąłem ślinę z przerażenia. Wtedy oddalił się.

I podszedł do Darka.

Najpierw kilka razy, znacząc samczo swój teren, uderzył swą armatą jego napięte poślady.

Po czym zrobił coś zaskakującego. Okazało się, że trzymał w ręku kawałek węgla. Narysował na pośladach Darka wielką tarczę strzelecką, której centrum nakładało się z dziurą chłopaka. Patrzyliśmy w zdumieniu, jak odczynia ten dziwny rytuał.

Klęknął za nim.


Następnie zatoczył głowicą swojego kutasa kilka śliskich kół na brzegach odbytnicy Darka - zupełnie jak niuchający za zdobyczą pies - dając szeregowcowi odczuć ogrom narządu, który za moment go wydrąży. 


Wygenerował tym aktem w odbycie chłopaka szalone, samonakręcające się spirale podniecenia - które ujście znalazły dopiero na jego twarzy.

W efekcie młodziak jęczał i ugiął się jeszcze bardziej przed swym nowym panem - zachowując jednak przy tym swą męskość i dumę bycia wybranym do odbycia tej kary.

Gdy kapral widział już, że rozwarcie Darka osiąga swój zenit - wsunął aksamitnie swojego drąga w jego światło, w sam środek wyrysowanej węglowej tarczy. Wszedł tam jak w poduszkę - wślizgnął się i wsuwał powoli, a każdy jego centymetr był długi jak kilometr.

Rozkosz się w nich objawiła.

I wymalowała się na ich obliczach. Zmrużyli oczy i jęknęli z zachwytu nad tak idealnym, szczelnym dopasowaniem anatomicznym.

Chyba nie o to do końca chodziło kapralowi. Najpewniej chciał zobaczyć cierpienie i upokorzenie Darka. Ale ten przyjął tego potwora z zaskakującą otwartością.

A miał gdzie tego kutasa ugościć. Pupa Darka była jak cudny, zakazany owoc - soczysty, zdrowy i pełnowartościowy. Kapral dobrze przeczuwał, jakie bogactwo doznań więzi w sobie ta gejowska piniata - głęboki poligon dla sowitych, ponadprzeciętnych orgazmów męskich.

Mogliśmy tylko w nabożnym milczeniu obserwować ten zakazany akt męskiej przyjemności, który prężył się przed nami bezwstydnie, ba, wręcz dumnie! Przełamawszy ostatnie normy męskiego współżycia publicznego - okazywali sobie wzajemnie w naszym męskim, nagim gronie niedopuszczalną czułość.


Aż ciary przebiegły moje plecy na myśl, jak fantastyczny fenomen rozkoszy musiał budzić się w ciele Darka - dumne dupczonego teraz na naszych oczach tak zdrowym, tak ponadludzkim kutasem.


Czynił w nim ten kutas przyjemność większą niż mógłby cały batalion pomniejszych kutasów; kutasów zwykłych, szeregowych i marnych w porównaniu z tym wyrośniętym, umięśnionym potworem.

Nawet, gdyby rżnęli go regularnie z idealnym poślizgiem przez tydzień, nie potrafiliby dać temu chłopakowi nawet ułamka bogactwa tej rozkoszy, która teraz produkowała się w nim w ciągu sekundy.

Żadne inne kutasy - nawet wygimnastykowane i sprawne jak pantera - nie dotarły by tak daleko i nie rozwarły Darka tak szeroko i spektakularnie. Ze zdumieniem patrzyliśmy, jak ten wypasiony penis po raz kolejny znika w całości we jego wnętrzu - kompletnie bez oporu, bez spiny, wręcz z zaproszeniem, elegancją i z pewnym podniecającym podciśnieniem, które się tam wytwarzało.

Darek rozwarł lekko usta i sapał, jakby wraz z wydechem chcąc uwolnić nadmiar rozkoszy, który się w nim gromadził za każdym razem, gdy drąg dobijał do końca. Wtedy też w szparach jego oczu dojrzałem wypatrujące się we mnie tęczówki. Uśmiechnął się nieznacznie.

- Na taką karę zasłużyłem, kapralu - jęczał.

Wtem napiął się jak kot, zmrużył znów oczy, zaczął buczeć i spuszczać się regularnymi, grubymi strumieniami spermy. Bez uprzedzenia. Bezdotykowo, samoistnie - tak silną przeżywał penetrację.

Kaprala jednak niewiele interesował stan podwładnego ni też powiększająca się pod ich kolanami kałuża ciepłego nasienia - ruchał go dalej, z każdym zanurzeniem dojebując się głębiej.

Nie spieszył się.


Zwykł delektować się tym analnym aktem jak wykwintną, francuską kolacją.


Pozwalał sobie rozgościć się fizjologii szeregowca - rozkoszować się jej skurczami, spięciami i odruchami, które sprytnie wykorzystywał, by pomnażać samolubnie własne rozkosze.

Zjadał go kęs po kęsie, łapczywie i bez litości, z premedytacją dając chłopakowi odczuć ciężar i objętość twardego mięsiwa, którym tak sprawie i dumnie patroszył biednego chłopaka.

Darek nie bardzo wiedział, co się z nim dzieje.

Błyskał białkami oczu i płakał, będąc ujebanym własnym wytryskiem i wspierając się na łokciach, zdawał się już powoli wjeżdżać na krawędzie omdlenia, na pobocze tego oszałamiającego, gejowskiego seksu.

- Szeregowy Michalski, wytrzymać! - z boskiej klaty kaprala dobył się tubalny głos. - To rozkaz!

Darek zacisnął zęby i dawał rznąć się dalej.

Kapral, jakby trochę z litości nad ekstremum doznań chłopaka, nieco przyspieszył - chcąc najwyraźniej sięgnąć szczytu nieco szybciej, niż planował. Pobudzał tym samym w chłopaku receptory tak głębokie, że nikt wcześniej do nich nie dotarł - doprowadzając biedaka znów na krawędź orgazmu.

Darek jednak zacisnął mięśnie, próbując powstrzymać się być może od kolejnego wystrzału i objąć odbytnicą ogrom jebiącego go pala.

Kapral odczuł natychmiast, jak zacisk próbuje się nieudolnie zacieśnić. Być może Darek dopatrzył się w tym geście sposobu na szybszy spust kaprala i zakończenie tej już nieznośnej orgii, jednak przełożony wciąż pozostawał niewzruszony. Potęga jego penisa była tak ogromna, że nic nie zrobiła sobie z wysiłków słabiutkiego chłopaczka, który zmuszony został wyluzować swoje mięśnie.

I spuścić się kolejny raz.

Byliśmy zaskoczeni, że Darek wciąż trzymał w sobie wciąż tyle jeszcze niewytryśniętej spermy - strzelił jej strumieniem prosto w posadzkę tak silnie, że aż syknęło, a pomniejsze kropelki chlusnęły na boki, tworząc mleczny kielich na powierzchni wylanego nabiału.

A potem nasienie lało się z niego jak żółtko z skruszonego, gotowanego jaja. Pulsująco i parująco.

Chryste, co to był za widok.

Tymczasem kapral skupiony pozostawał na swoich przyjemnościach - trąc młodziaka aż do psychiatryka. Teraz już - oswojony z jego wnętrzem - pozwalał sobie na więcej. Mielił i miksował kutasem, kręcił śruby w jego wnętrzu i kutasił się w nim tak ostro, że bryzgał chełstami śluzu dookoła.

Pomyślałem, że w tak lepkim, ciasnym wnętrzu każdemu kutasowi musi być przytulnie i ciepło. Wiedziałem już, jak wiele mnie ominęło.


Usiedliśmy naokoło nich, zatraceni w tym oszałamiającym spektaklu. Niektórzy podjęli decyzję o natychmiastowej masturbacji - dotryskując do jeziora spermy swoją porcję niezależnego nasienia.


Również we mnie podniecenie rosło tak bardzo, że aż drżałem.

Mój penis stał dumny i twardy, a ja czułem, jak moja miednica podejmuje autonomiczną decyzję o wykonywaniu posuwistych ruchów. Zupełnie, jakbym chciał zgwałcić powietrze - aż tak byłem rozpalony.

- Nie, nie jestem gejem - powtarzałem sobie w myślach tak bardzo, tak mocno, że aż zacząłem pod nosem. - Jestem hetero, jestem hetero, jestem...

Wtedy mięśnie kaprala spięły się, formując się jakby w swoisty, mięśniowy karapaks; osłonę złożoną z rzędów bicepsów i tricepsów, gotową na przyjęcie ostatecznego ciosu. Dopiero teraz można było dojrzeć jego prawdziwą potęgę i zdumiewające formy, jakie może przyjąć męska budowa.

Odwaga tego mężczyzny - z której zasłynął na froncie - była widoczna także tutaj, w momencie przekraczania dozwolonych granic tego, na co pozwala ciało faceta.

Ruchanie przyspieszyło i widzieliśmy już, że kapral podjął już strategiczną decyzję i znajduje się już na ostatniej prostej przed finałem.

- Szeregowy Michalski, wstrzymaj się, rozkaz!

Zaskoczyło nas to.

Wygięta pozycja Darka zdradzała już wyraźnie, że jest on bliski dospermienia się kolejnego szczytu, lecz - chcąc zachować wierność swojemu dowódcy - wziął jego rozkaz do serca i zacisnął wszystkie mięśnie, jakie miał - próbując odwlec narastającą rozkosz.

Ta jednak nie robiła sobie zbyt wiele z jego wysiłków i przedzierała się brutalnie przez kolejne mięśnie i przewody, organy i tkanki, ścięgna i kości jego ciała - torując drogę kolejnej, wrzącej porcji samczego nektaru.


Taka rozkosz, o czym wie każdy sprawny seksualnie facet, jest już praktycznie nie do zatrzymania.


Jej celem jest uwolnienie zawartością jąder za wszelką cenę - bez względu na czynione wysiłki - i wyrzucić ją z ciała całą długością wyprężonego kutasa.

A my tak rozkosznie pozwalamy sobie na tę utratę kontroli - nawet, jeśli umysł racjonalny podpowiadałby, że tak nie wolno, że to złe i zakazane.

To był zaszczyt.

Zaszczyt dla Darka, by służyć tak wielkiemu, potężnemu samcowi. I dla nas - że pozwolono nam oglądać tę służbę.

To urzekające zboczenie zakończyło się czymś, czego słowa oddać nie mogą. Co wychodzi poza ramy realnego doświadczenia - sięgając swym zasięgiem światów nierealnych.

Kapral doszedł.

Ale nie był to jednak zwykły orgazm śmiertelnika.

Początkowo - jak po tych wszystkich potężnych, umięśnionych samcach - nie było po nim widać, że oto znalazł się już u wrót klimaksu.

Zauważyliśmy jednak, że brzuch Darka jakby wzdyma się i regularnie pulsuje. Było to znakiem, że zaczęła się już niezatrzymana lawina rozkoszy, która powiększyła drągala kaprala do niemożliwych wręcz rozmiarów.

Z pupy chłopaka zaczęły uwalniać się ogromne objętości perłowej spermy.


I wtem kapral zaczął wydawać z siebie krótkie krzyki namiętności - za każdym razem, gdy kolejny supeł nasienia przesuwał się ekstatycznie wzdłuż najczulszej jego struny i rozwiązywał na jej szczycie w ciepłą pajęczynę wytrysku.


Wtedy wysunął się z chłopaka, jakby bojąc się, że rozedrze mu dupę na kawałki ogromem swojego szalonego szczytowania. I wtedy zobaczyliśmy TO.

Rozdarta w krzyku namiętności twarz i postura Bazalta niknęła na tle gęstego, ogromnego wachlarza nasienia, które bryznęło w szale i w zamachu, nieopatrznie i w zasadzie bez kontroli - jak woda z potrąconego autem hydrantu.

Odgłos chluśnięcia spermy osiadającej na posadzkach rozniósł się po pomieszczeniu. Kilka razy z rzędu.

Nie dało się już ukryć, że uniesienie to homoseksualne wyszło już poza marginesy gejowskiego scenariusza - tworząc własną, niezależną fabułę splątanych wątków przyjemności.

Kapral próbował chwycić tę samostrzelającą armatę i ją okiełznać, ale była zbyt duża, zbyt śliska, by przejąć nad nią kontrolę. Wymykała się, jak wąż strażacki, którego nadmiar ciśnienia miota we wszystkie strony - bryzgając dookoła całą rezerwą nasienia, którą w sobie gromadził.

Dosięgnął i nas ten ładunek jądrowy - jednak tylko wzmógł pożar namiętności, miast go ugasić.

Płonęliśmy.

Byliśmy bowiem zachwyceni hojnością genitaliów kaprala. Nigdy nie było nam dane zobaczyć tyle spermy uwolnionej w jednej, pełnej detonacji. I to z kutasa tak niezwyciężonego, że uczynił z nas wszystkich gejów.

Ten widok wypalił mi obraz na siatkówkach. Zostawił niezatarty ślad pamięciowy w umyśle - słodką, lepką opowieść o tym, jak potężne może być męskie ciało. Do czego może być zdolne, gdy w samca wstąpi chuć.

Kałuża pod nimi stała się niemal morzem łączącym wszystkie koleżeńskie dorzecza nasienia. Wszystkie, prócz mojego - bo wciąż nie odważyłem się dotknąć swojego kutasa, trzymając się kurczowo swoich przekonań.

Nie zmieniało to jednak faktu, że moja dusza wyła do nieba z dojmującej tęsknoty spełnienia w męskich ramionach. Obudził się we mnie jakiś pradawny, homoseksualny instynkt miłości i seksu, który dramatycznie szukał teraz szybkiego ujścia.

A ja z nim walczyłem ostatkiem sił.

Tymczasem kapral odrzucił na bok niemal nieprzytomnego chłopaka:

- Teraz masz dojść - dorzucił szorstkim głosem.

Darek był już w jakimś letargu, ale jego penis nie pozostawał głuchy na rozkazy - wypiął się raz jeszcze i usamodzielnił ostatnie dozy spermy.

To niesamowite, że tak młode chłopaki jak my są zdolne do tak wielu orgazmów raz po raz.

Kapral wstał z kolan i ciapnął bosymi stopami w męskim bajorze, rozglądając się za swoim mundurem. Wyglądał jak ten ocaleniec, który jedyny przeżył bitwę i u stóp miał całą swoją poległą armię - piętrzące się, parujące stosy nagich towarzyszy spustu, którzy wystrzelili raz czy dwa i odeszli na karty tej wilgotnej historii.

Wtedy Bazalt spojrzał na mnie. Zrobiło mi się ciepło.

- A ty? Nie doszedłeś?

Pokiwałem głową na boki i już chciałem powiedzieć, że nie jestem gejem, gdy ten ruszył w moją stronę męskim, pewnym, acz już nieco zmęczonym krokiem. Nic dziwnego - w tak spektakularny orgazm musiał wsadzić sporo wysiłku, serca i duszy.

Z jego napiętego wciąż kutasa wisiała jeszcze wstęga świeżej śliny i gibała się na boki, obklejając wielkie jądra i uda, tudzież łącząc organ z posadzką.

Stanął naprzeciw mnie.

Jego narząd zasłonił mi widok i wydawał się większy niż pozwalają na to prawa fizjologii - to urzekało mnie aż do dna mojej osobowości.

- Złap go - powiedział.

Spojrzałem na niego, potem na jego lufę i znów na niego.

- To rozkaz.

Chwyciłem go.

Był ciepły, rozpalony jak brzuch lokomotywy i tętnił krwią prawdziwego faceta. Poczułem, jak pod tym pancerzem masywnych mięśni bije prawdziwe, męskie serce. Ujęła mnie jego moc. Poczułem falę uderzeniową jakby wielkiej, ciepłej, samczej energii i wiedziałem już, że jestem tak bezpieczny, jakbym trafił do raju.

- Ściśnij - rozkazał.

Z końca jego uroniła się ostatnia łza nasienia - najświeższy, najgłębiej zachowany produkt jego rozszalałych gonad. Drżała ta kropla tam nieśmiało na skraju przepaści, po czym odrzuciła całą swą powściągliwość, oderwała się i opuściła wprost na szczyt mojego penisa.

Oczy zaszły mi czarną mgłą.

Na samą myśl, że oto połączyłem się z tym fantastycznym facetem najintymniejszą wydzieliną cielesną, mój kutas rozwiązał się sam i wypruł z mlaśnięciem srebrny łuk - długi, smukły i końcem sięgający... idealnie środka tarczy, którą Darek świecił na świeżo rozprutej pupie.

Jej oblicze spłynęło kroplami mojej spermy, zmazując resztki węglowych śladów.

Jednak me zaskoczenie z tej mojej zdumiewającej, kutasiej celności zmiotła fala rozkoszy, jaka przetoczyła się przez moje ciało. Aż przeraziła mnie swoim piekielnym, acz pięknym natężeniem. Bałem się, że nie wytrzymam i zemdleję, tracąc być może wspomnienie najlepszego orgazmu z moim życiu.


Tak oto rozlany pośrodku posadzki repertuar kumplowskiego nasienia wzbogacił się także o moją genetyczną nutę.


Wyrzucałem z siebie kolejne białe szarfy - tym razem już gdzie popadnie - a Bazalt nachylił się lekko i spokojnie wyciągnął potężną dłoń, by jedna z perłowych nici owinęła się wokół niej. Oszołomiony patrzyłem, jaką historię chce tą nicią utkać.

Rozsmarował ją delikatnie i wtarł w swojego kutasa - okrężnymi ruchami masując swoją rozbudzoną orgazmem, tkliwą żołądź, która zdawała się łapczywie wchłaniać, pić mój ejakulat.

Rysy jego twarzy uformowały się w szyk czystej rozkoszy - zupełnie, jakby tym gestem zarejestrował częstotliwość mojej ekstazy i dostroił się do niej organicznie, pożyczając ode mnie część przeżytego upojenia.

Spojrzał na mnie z tak powalającym pożądaniem, że niemal spłoszyłem się jak młoda sarna.

- Masz jednak cela... starszy szeregowy Galer... Będziesz następny.


***

Saigteoir - dzięki za inspirację. Shino - za feedback. Wszystkie nazwiska i ewentualne podobieństwa do prawdziwych osób lub sytuacji są całkowicie przypadkowe oraz niezamierzone.

34 komentarze:

  1. niesamowite opowiadanie :D czekam na więcej i częściej ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serdecznie dziękuję za te miłe słowa :)

      Usuń
  2. Świetne opowiadanie !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będzie następna część ?

      Usuń
    2. Nie miałem zamysłu, by to kontynuować.

      ALE widzę, że opowiadanie Wam się podoba. A postać kaprala w moich własnych odczuciach nabrała pewnej głębi psychologicznej i niezwykłej mocy atrakcyjnej.

      Więc któż to wie - być może wena nawiedzi mnie znów :)

      Kto chętny, by raz jeszcze poczuć smak kutasa kaprala Bazalta - niech da znak :)

      Usuń
    3. Mam nadzieję że nie trzeba będzie długo czekać, uwielbiam twoje opowiadania a dodajesz je tak rzadko :)

      Usuń
    4. Miło słyszeć, dziękuję :)

      To fakt, dodaję je rzadko, ale dzięki temu trzymam jakość :) Jak wspomniałem już kiedyś - wena to kapryśna kochanka. Pojawia się i znika kiedy chce.

      A to właśnie dzięki niej powstają te opowiadania. Ja tylko przepisuję to, co ona szepce mi na ucho :)

      Usuń
  3. Sprry, ale nic specjalnego

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapraszam zatem do czytania innych opowiadań :)

      Usuń
  4. NA PEWNO NIE BYŁES W WOJSKU ALE WYOBRAZNIA CI PRACUJE,
    PO PROSTU WSZYSTKO TU JEST ZMYSLONE,

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadłeś Detektywie, nie byłem w wojsku.

      Niemniej dbanie o "realia wojskowe" nie było tutaj moim priorytetem - podobnie, jak i moi Czytelnicy nie przychodzą tutaj, by odkrywać, jak to jest być w wojsku :)

      I tak na przyszłość - wszystkie opowiadania tutaj są zmyślone :)

      Najważniejsze, że wyobraźnia pracuje :)

      Usuń
  5. Fiutomerze, czekam na twoją książkę w EMPIKU w dziale TOP 10.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, miło słyszeć :)

      Tylko obawiam się, że przemieniłbym EMPIK swą publikacją w istny gejowski burdel 18+, w takiego... EMPIKUTASA :)

      Usuń
  6. Świetne!!!! Uwielbiam twoje opowiadania regularnie zaglądałam, żeby sprawdzić kiedy y się coś nowego ;) wszystkie inne przeczytałam. Tak jestem dziewczyną i dla mnie również te opowiadania są mega podniecające. Dają mi wyobrażenie gejowskiego świata, tak innego dla mnie, pełnego podążania,a jednocześnie czułego. Fascynuje mnie to wzajemne zrozumienie wśród osób tej samej płci, którego czasem braknie w związku mężczyzna - kobieta. Oby tak dalej czekam na kolejne opowiadania z niecierpliwością :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło słyszeć, że dziewczyny także znajdują w tych męskich seksualnościach tyle ciepła i podniecenia :)

      Dziękuję za miłe słowa!

      Usuń
  7. Jeżeli chodzi o kolejną część to ja jestem zdecydowanie na tak! :D
    Z resztą... Cokolwiek Twoja muza wyszepce Ci do ucha to będzie to niesamowite ^^
    Póki co nie pozostaje mi nic innego jak grzecznie czekać na aktywność Twojej kapryśnej kochanki i pogratulować jej umiejętności ;)
    I swoją drogą
    Życzę Ci, żeby była jednak odrobinkę mniej kapryśna... Myślę, że- Jestem p e w i e n, że baaaardzo wiele osób byłoby uradowane tym faktem ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ok, w takim razie zaproszę ją na randkę - może wyszepce mi więcej zakazanych opowieści nasączonych nasieniem do granic nasączliwości :)

      Dziękuję za miłe słowa!!!

      Usuń
  8. Kiedy następna część ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdy tylko moja wena powróci, a czas będzie łaskawy :)

      Usuń
    2. Nie wiem czy już kiedyś padło pytanie...
      Ale co to za Pan na Twoim profilowym? :3

      Usuń
  9. Jak już pisałam, bardzo podobał mi się twój styl opisywania na http://gay-relations.blogspot.com. Tu też się nie zawiodłam. Piszesz lekko, czasem z humorem i poprawnie – rzadko gdzieś wiedziałam jakiś zgubiony przecinek. Z wykształcenia jestem panią polonistką, więc mam manię zwracania uwagi na tego typu szczegóły, choć, jak wiadomo, we własnych tekstach ich nie zauważam przy sprawdzaniu.
    Już rozumiem w jaki sposób faceci tworzą tego typu opowiadania. Ostatnio koleżanka mi mówiła, dlaczego mężczyźni-geje nie czytają opowiadań dziewczyn. No cóż, są skrajnie różne. Dla was pewnie jest to trochę śmiechu warte, co wypisujemy :) Zwykle jest jeden paring, podchody do siebie, potem związek… :P Ale co zrobić, dziewczyny chcą czytać o miłości dwóch facetów z dodatkiem seksu – przynajmniej ja :P
    Jeszcze raz powtórzę, że masz lekkość pisania, zarówno tu, jak i na drugm blogu :) Ładnie ci to idzie. Pytałeś o moje opowiadanie.
    http://by-indra.blogspot.com/
    Ale, jak pisałam, jest typowo babskie:)
    Pozdrawiam, Ola :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć Olu :)

      "wykształcenia jestem panią polonistką"

      Ooooj tak, przecinki są dla Pań Polonistek bardzo ważne ;)

      "Ostatnio koleżanka mi mówiła, dlaczego mężczyźni-geje nie czytają opowiadań dziewczyn. No cóż, są skrajnie różne."

      Serwis pornograficzny PornHub przeprowadził kiedyś badania, w jaki sposób mężczyźni i kobiety obu orientacji seksualnych oglądają porno. I co się okazało - geje mają sposób patrzenia na porno zupełnie, jak mężczyźni hetero - lubią detale, ostre rżnięcie itd. Czyli nie byli w tym aspekcie podobni do kobiet - które wolą np. ujęcia ogólne, podkreślanie relacji między (nazwijmy to) postaciami w filmie.

      Myślę, że podobna relacja zachodzi także w przypadku opowiadań. Oj tak, lubię (i parę innych osób też), jak ejakulat leje się litrami ;)

      "Dla was pewnie jest to trochę śmiechu warte, co wypisujemy :) Zwykle jest jeden paring, podchody do siebie, potem związek… :P"

      I tutaj powiem tak: nie do końca :)

      Akurat powyższe opowiadanie to czysty, gejowski hardcore, ale znajdziesz tu też opowiadania mocno podszyte smutkiem, romantyzmem, tęsknotą - które co prawda element falliczny mają także mocno wyeksponowany, ale jednak nasączony jest on czymś tam głębszym niż tyłek kochanka - bo i nawet uczuciem wyższym :)

      Mogę Ci polecić:

      Pierwszy raz z bratem: https://homo-fascynacje.blogspot.com/2015/08/pierwszy-raz-z-bratem_20.html

      Jak oczarować heteryka - czyli księżycowe sensacje nocy wiosennej: https://homo-fascynacje.blogspot.com/2014/09/jak-oczarowac-heteryka-czyli-ksiezycowe.html

      No i całą serię Warsztat Miłości, gdzie jednak wątek miłosny jest dość wiodący ;)

      A Twoje opowiadanka obczaję sobie w wolnej chwili :)

      "Jeszcze raz powtórzę, że masz lekkość pisania, zarówno tu, jak i na drugm blogu :) Ładnie ci to idzie."

      Dziękuję. Czasem nawet mi to ładnie stoi... tzn. ech... okej, nieważne ;) Chciałem powiedzieć, że czasem nie mam weny ;)

      Usuń
  10. Daj coś nowego.

    OdpowiedzUsuń
  11. Całkie ciekawe te opowiadanie. :) Poproszę o więcej :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Przeczytałam opowiadanie 20minut temu, a nadal jestem otępiała po soczystej dawce rozkoszy, którą zafundowales mi tym opowiadaniem. Przepraszam, trudno mi teraz wystukac na klawiaturze coś więcej.
    Po prostu ja tak bardzo chcę, PRAGNĘ następnej części. <3 Proszę, napisz ją. <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko w swoim czasie :)

      A za miłe słowa - dziękuję :)

      Usuń
  13. super to opowiadanie poproszę takich więcej

    OdpowiedzUsuń
  14. Może jakiś prezent dla maturzystów? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, że zdali ;) dla Twojego opowiadania wszystko :P

      Usuń

Ty też podziel się opinią na temat opowiadania!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...