Info na szybko:

  Kto kocha skandynawskie skandale gejowskie? ;)

Warsztat Miłości [9]: Braterska tajemnica


Parę miesięcy temu Arleta zaciągnęła mnie do wróża. Tak, to taka męska wróżka. Oczywiście nie wierzę w te wszystkie taroty, szklane kule i wróżenie z fusów. Ale tamta wizyta skończyła się bardzo dziwnie…

Gdy nadeszła moja kolej, wszedłem do mrocznej pracowni wróża Alfreda.

Niepokojącą atmosferę wnętrza potęgowały brzęczące tybetańskie dzwonki, stosy zakurzonych, tajnych ksiąg mistycznych, zapach kadzideł, który wręcz odurzał, i kilka klatek z pięknymi, egzotycznymi ptakami, które akurat ucinały sobie drzemkę.

Wróż przywitał się, po czym ściągnął płachtę ze stołu, obnażając wielką, szklaną kulę. W jej wnętrzu zamykał się dziwny wszechświat – pełen różowych sygnałów pulsujących wedle swojego rytmu w oparach tajemnego dymu.

Piękna kula – pochwaliłem.

Jest w naszym rodzie od pokoleń. Jest bardzo cenna i stara, wytworzona wedle tajnej, zapomnianej już recepty przez naszego przodka, wielkiego Gustavo z Rumunii.

Powiało wielką tajemnicą. Przygotowałem się więc na spektakl, odrobinę jednak oczywiście śmiejąc się w duchu do siebie z tej dość komicznej sytuacji.

Wróżbita Albert skupił swój wzrok na wnętrzu kuli:

Widzę potężnego mężczyznę – powiedział. – Jest ci bardzo bliski… To twój… brat.

W całkowitym zaskoczeniu przytaknąłem, nie chcąc robić nieprzemyślanego comming-outu przed tym starym dziwakiem. Skąd mógł wiedzieć, że jestem z Oskarem?

Zaraz, zaraz… widzę drugiego. Jest identyczny. 

Powiedzieć, że byłem zdziwiony, to mało. Siedziałem jak wryty, czekając, jakież to jeszcze zdumiewające objawienie wyłoni się z wnętrza tej dziwnej kuli.

Widzę walkę. Spór. Złe energie…

Nagle wróż zaczął kiwać głową z niedowierzaniem, a jego twarz zmięła się w grymasie obrzydzenia, przerażenia i szoku.

Odsunął się od niemoralnego obrazu, który się tam objawił.

Boże! – krzyknął i wstał – To niemoralne! – po czym z całej siły uderzył w kulę, która wyrwała się z mocowania, stoczyła ze stołu i z hukiem rozbiła się o podłogę, tłukąc na milion błyszczących kawałków.

Z jej zgliszczy zaczął ulatniać się jakiś gaz, zakryłem usta. Ptaki obudziły się i zaczęły wrzeszczeć i piszczeć na całe gardło.

Wynoś się! – krzyczał – Wynoś natychmiast z mojej pracowni, zboczeńcu!

W oparach i błyskach wybiegłem z tej nory, łapiąc po drodze zaskoczoną Arletę, która siedziała w poczekalni.

Co się tam kurwa stało? – zapytała.

Nie chcesz wiedzieć…

Nigdy więcej nie pójdę już do wróża. A i Arleta zerwała z nim swój „karmiczny kontrakt” – jak to nazywała.

***

Siedziałem w kuchni, sącząc lampkę wina i wbijając martwy wzrok w pustą butelkę. Nie mogłem dojść do siebie, a moje tabletki na uspokojenie gdzieś się zapodziały.

Wszedł Oliwier i, niby niezainteresowany mną, zaczął szperać po szafkach w poszukiwaniu kawy albo herbaty.

Nie wybaczę ci tego, co mi zrobiłeś – zacząłem.

Oliwier skupił na mnie wzrok, uśmiechnął się lubieżnie i odparł:

Może i nie wybaczysz. Ale podobało ci się.

Przeklinałem w myślach dzień, w którym pojawił się w tym domu. I swojego kutasa, który momentalnie rozpoczynał procedurę twardnienia na myśl o tym, co stało się dziś rano w moim łóżku. 

Miał sukinsyn rację.

Wtem na stół wskoczył wielki, rudy kot z zielonymi oczami.

Skąd tu ten kot? – zapytałem, a moja ręka automatycznie zaczęła go głaskać. Kot odwzajemnił się. Zaczął mruczeć i tulić się do mnie.

Jadąc tu z Niemiec znalazłem go przy drodze. Był brudny i schorowany, więc zabrałem go do auta. Od mojego przyjazdu był u weterynarza. Wydałem furę pieniędzy, ale wyzdrowiał i wrócił do siebie.

Kot był fantastyczny! Tulił się wdzięcznie i kazał się głaskać po swoim szlachetnym, rudym futrze z jasnymi pasami.

Serce mi zmiękło.

Czyli jednak masz w sobie jakieś ludzkie odruchy – podsumowałem.

Położył na stole miskę i nalał do niej świeżego mleka. Kotek podbiegł szybko i zaczął pić. Widać był spragniony.

Przeruchałem setki pięknych chłopaków. Ale takiego jak ty, to jeszcze nie – wypalił nagle.

Co masz na myśli?

Że mój brat dobrze trafił.

Kto by pomyślał – uśmiechnąłem się z lekką nutką szyderstwa w głosie. – Gwałcisz każdego chłopaka, który ci się spodoba?

Nie. Tylko tych, którym się to spodoba – powiedział z nieskrywanym uśmieszkiem.

Wiem, że powinienem mieć mu za złe, że mnie zgwałcił. Ale nie potrafiłem. Nie potrafiłem mieć za złe tego, że dał mi tak potężną dawkę porządnej rozkoszy.

Jego pewność siebie mnie podniecała.

Ale wiedziałem, że nie mogę jej ulec. Pożegnałem się więc i wróciłem do sypialni, żeby zatrzeć ślady zbrodni i się zdrzemnąć.

***

Gdy obudziłem się, za oknem było już ciemno. Rudy kocur wił się ciepło u mojego boku. Wszedł Oskar i przywitał mnie uśmiechem.

Jak to dobrze, że jesteś – powiedziałem. – Popatrz, mamy nowego przyjaciela.

Oskar ucieszył się. Uwielbiał koty. Usiadł obok mnie, ucałował mnie a kota wziął na ręce. Ten nie protestował – dał się przytulić i ogrzać, wszczynając na nowo rozkoszne mruczenie.

Musimy wymyślić mu jakieś imię. Może Benek?

Skąd się tutaj wziął? – zapytał.

Gdy tylko dowiedział się prawdy, odłożył kota, jakby nagle przestał mu się podobać.

Oliwier… - mruknął tylko.

Widzę nadal się nie trawicie. Czy możesz mi w końcu powiedzieć, co was tak poróżniło?

To długa historia i nie chcę do tego wracać – odparł Oskar. – Zmieniłeś pościel? – popatrzył na świeżą kołdrę i poduszki.

Tak. Była już brudna… - odparłem, ale nie wiem, czy umiem dobrze kłamać.

Zmieniałem ją trzy dni temu.

Nie wiedziałem, co odpowiedzieć. Przecież nie mogłem mu powiedzieć, że musiałem ją wyprać, bo była uwalona moją i jego brata spermą. 

Oczywiście był moment, że chciałem mu wszystko wyznać – całą parszywą prawdę o porannym gwałcie – ale nie mogłem. Coś mnie blokowało.

Jakiś strach, że Oskar dostałby furii i Oliwier musiałby się stąd wyprowadzić. A mój związek pewnie by się rozpadł.

A jak było na giełdzie? – podjąłem próbę zmiany tematu.

Przez twarz Oskara przetoczył się szybko szereg różnych, sprzecznych emocji, ale zaraz po tym je opanował.

Nic ciekawego… – powiedział, wstając i zdejmując ciuchy. – Same stare graty, niczego nie kupiłem – spojrzał na zegarek. – Cholera! Idę jeszcze do garażu, bo klient ma zaraz przyjechać.

I wyszedł.

A ja siedziałem i zastanawiałem się, czy nie ma jakiegoś sposobu na to, by ich pogodzić.

Mimo że Oliwier to kawał gnoja – nie chciałem, aby się wyprowadzał. Jednak wiedziałem, że to musi nastąpić, jeśli się nie pogodzą.

***

Udałem się więc do Oliwiera, który leżał na kanapie w salonie z laptopem na kolanach. Był ubrany w same gatki i koszulkę na ramiączkach, czym – czego chyba nie muszę zdradzać – wprawiał mnie w stan lekkiego podniecenia.

Oskar nic nie chce mi powiedzieć – zacząłem, siadając na fotelu obok.

Mam ciągnąć za język, czy powiesz sam? – spytał.

Dlaczego macie tak kiepskie stosunki? Co się stało między wami? I czemu tu w ogóle przyjechałeś?

Oliwier westchnął ciężko i odłożył laptopa na stolik.

Przyjechałem, bo miałem nadzieję, że uda mi się z nim znów… mieć dobry kontakt. Kiedyś między nami było super. Wspólnie mieszkaliśmy w Niemczech i dogadywaliśmy się bez problemu. Tylko…

Tylko co…? – dopytywałem, palony ogromną ciekawością.

Przekroczyliśmy pewną granicę. I Oskar tego nie wytrzymał.

Co masz na myśli?


Po chwili namysłu odparł: – Pokażę ci

Chwycił laptopa i zaczął coś wpisywać. Po chwili odwrócił ekran w moją stronę.

Ukazał się na nim wielki napis „Angel Brothers”. To nie wróżyło nic dobrego – pomyślałem i natychmiast dostałem gęsiej skórki. Serce zaczęło mi walić i z trudem przełknąłem ślinę.

Z głośników zaczęła sączyć się tandetna muzyka. Na ekranie pojawili się obaj. Byli młodsi, ich ciała nie były jeszcze tak wyrzeźbione i tęgie, jak dziś. Ale już mimo to cieszyli się fantastyczną muskulaturą. Nosili stroje robocze, jednak bez koszulek – sam kombinezon na ramiączkach. Wyglądali niesamowicie seksownie.

Zbliżyli się do siebie i zaczęli całować, stopniowo rozpinając swoje stroje i ujawniając coraz większe obszary swoich nagich, umięśnionych ciał.

Mieli nam zapłacić kupę forsy za ten numer. Zgodziliśmy się, choć Oskar miał wątpliwości. Jakby gryzło go sumienie…

Nie minęła minuta, jak byli już obaj nago – zatopieni w długim, mięsistym, namiętnym pocałunku.

Ich wielkie pały były już zaopatrzone w krew, napompowane, cudne i soczyste.

Był to widok nie z tej Ziemi – zabijający zakazanym, homoseksualnym erotyzmem.

Cud natury, podniecające objawienie najdzikszej perwersji, jaką można sobie wyobrazić. Natychmiast się podnieciłem tak bardzo, że niemal nie straciłem przytomności.

I nie zapłacili? – zapytałem, z trudem wydobywając z siebie głos.

Położyli się na wielkiej kanapie i zaczęli sobie wzajemnie obciągać na leżąco, jęcząc namiętnie i z ledwością wpychając sobie do ust swoje lśniące potęgą pały.

Obraz kosmiczny, oszałamiający. Ewenement gejowskiej branży pornograficznej.

Moje serce waliło coraz szybciej, a w moje ciało rozrywane było przez tysiące sprzecznych emocji.

Oskar wycofał się potem ze wszystkiego. Odmówił pieniędzy i zakazał umieszczania tego filmu w sieci. Na drugi dzień zniknął bez śladu.

Gdy to mówił, na ekranie działy się już rzeczy niespotykane do tej pory w gejowskich pornolach.

Oto jeden brat dymał drugiego – dumnie, nago, bez skazy wstydu, z pełną gejowską namiętnością i otwartością – czerpiąc z tego kazirodczego aktu sensacyjne dawki zabronionej przez naturę przyjemności.

Przyjemności tak sprzecznej z naturą, że aż skrajnie podniecającej.

Publicznie obnażyli całą swoją cielesność, braterską intymność. Powiało wyzwalającym bezwstydem i urzekającym hedonizmem. Zafascynowała mnie głęboka, bezgraniczna zdrożność tego, co widziałem na ekranie.

Kto jest aktywny? – zapytałem, nie mogąc rozpoznać, który jest którym.

Ja. Twój Oskar jest cudownym pasywem – dodał. – Ten film przechowuję tu od lat. To jedyne, co mi po nim zostało…

Oliwier – pomimo szokujących rozmiarów sprzętu – wchodził w Oskara z zaskakującą łatwością. Zanurzał się w jego odbycie swoją tłustą, grubą pałą, a on mrużył oczy i jęczał rozkosznie, kurcząc stopy i rozchylając nogi jeszcze bardziej.

Nieuzbrojonym okiem było widać, że mieli w tym zbereźnym erotyzmie duże, głębokie i bardzo przyjemne doświadczenie.

Ta rozkosz przychodziła im z taką łatwością, kocią miękkością, że aż zapłonąłem z zazdrości.

I gdy ich twarze i podkurczone tęgie jądra zaczęły obwieszczać zbliżający się wielki, sprośny finał, za nami rozbrzmiał rozgniewany głos:

Miałeś ten film usunąć!

Oskar stał w progu salonu z kluczami w ręku, ubrudzony smarem i wściekły. Nigdy go takiego nie widziałem.

Tymczasem w tle z głośników laptopa zaczęły wydostawać się ich wspólne jęki.

Oskar… To była moja jedyna pamiątka po tobie! Jak mogłem to usunąć?

Przyjechałeś tutaj, by zniszczyć moje życie? Po co mu to pokazywałeś – wskazał na mnie. – Myślisz, że do czego to doprowadzi?

Toczył wręcz ślinę w ust.

Bracie… - Oliwier próbował coś powiedzieć.

Mam dość! – rzucił z hukiem klucze na podłogę i wyszedł.

Siedziałem zszokowany.

Tymczasem na ekranie Bracia Angels doszli wspólnie do finału, obryzgując spektakularnie obiektyw ogromną ilością gęstych, braterskich wydzielin…

Czytaj dalej - WIELKI FINAŁ - odcinek 10. pt. "Którego wybrać?" >>>

Autor Fiutomer. Wszelkie prawa zastrzeżone. Nieautoryzowane rozpowszechnianie fragmentów lub całości niniejszego utworu w jakiejkolwiek postaci jest zabronione. Wykonywanie kopii i publikacja tego utworu na jakimkolwiek serwisie internetowym czy innej publikacji bez wiedzy i zgody autora jest naruszeniem praw autorskich i spotka się z reakcją autora. Autor nie ponosi odpowiedzialności za konsekwencje przeczytania niniejszego utworu.

2 komentarze:

  1. Niesamowite opowiadania, przez parę godzin przeczytałem większość. Nie mogę się doczekać jutrzejszego finału.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za miły komentarz :)

      Usuń

Ty też podziel się opinią na temat opowiadania!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

TOP 10 miesiąca