Dziś coś dobrego na kolację

  Krótkie, ale mięsiste opowiadanko o pewnej parze :)

Dzienniki gej-detektywa [01]: Orgia w Vegas Hotel


7 stycznia, wczesny wieczór, moje mroczne biuro z widokiem na pobliski burdel.


Przez żaluzje wpadało migające różowe światło neonu. Kłęby dymu z papierosa wirowały w jego snopach. Padały one na stare biurko, papiery i kredens pod ścianą.

Leżałem wyciągnięty na swoim wielkim fotelu a Joel klęczał przede mną. Obciągał mi drąga.

- Łyknij go głębiej, jeśli chcesz, żebym wziął to zlecenie - powiedziałem stanowczo. Jego flegmatyzm już mnie wkurwiał. Joel wysłuchał mnie jednak i wepchnął sobie mojego gnata głęboko w swoje ciasne gardło.

Zajebiste uczucie!

I ten widok, gdy tęgi chłop połyka w całości moje cacko. Westchnąłem głęboko.

- Więc mów, o co chodzi - spytałem.

- Mój Skarbuś mnie zdradza - mówił, dławiąc się moim pisiorem. - Tylko nie wiem z kim.

- Skąd wiesz, że cię zdradza? - spytałem, chwytając za tlącego się na skraju popielniczki peta. Wyciągnął sobie mojego chuja z paszczy i odparł:

- Jesteśmy ze sobą już pół roku. Jeszcze ze sobą nie spaliśmy. Ilekroć próbuję go podejść, on się odsuwa.

- To jeszcze nie dowód. Może ma jakiś problem ze sobą? W tym mieście to norma.

- Nie, nie o to chyba chodzi. On znika wieczorami. Nie wiem, co robi. Dziwnie się tłuma...

Plask!

Chciał dokończyć, ale uderzyłem go w pysk swoim twardzielem. Rozbawiło mnie to. Zaciągnąłem się resztką papierosa. Potrzebowałem kasy, ale on miał mi do zaoferowania tylko swój ryj.

Cóż, lepsze to, niż nic.

- Jutro zastanowię się, skąd wziąć te 1000 dolców na rachunki i czynsz za biuro - pomyślałem. - Mam parę dni na zapłatę, bo jak nie, to mnie stąd wyjebią.

Joel załapał sugestię i znów łyknął mojego kutasa aż po same jaja. Zaczął energicznie gwałcić nim swój przełyk.

Wow, w końcu było czuć, że się stara.

Miał odruchy wymiotne, ale nie przestawał. Jego ślina pociekła mi pachwinami. Cudne doznanie. Gastroskopia to przy tym dziecinne igraszki.

Pomyślałem, że jak mu się teraz spuszczę, to od razu do żołądka. Nie musiałem długo czekać. Poczułem, że finał szybko się zbliża.

Był dobrym lachociągiem. Zupełnie, jakby miał w tym doktorat.

Nagle zobaczyłem, że coś się w nim zbiera. Jakiś nerw. W końcu nie wytrzymał. Poddenerwowany wyjął z gardła mojego drąga i zaczął nawijać:

- Ty chyba nie rozumiesz. Ja go kocham nad życie. Kupuję mu najdroższe prezenty, majtki, biżuterię, zegarki. Spłukałem się już cały. A on... A on nie chce mi dać dupy... - lamentował. Ja tymczasem poczułem, że przekroczyłem już ten magiczny moment, po którym nie można zawrócić.

Finał był już nieunikniony a stężona rozkosz ekspresowo kumulowała się w moim chuju. Nie chciałem mu jednak przerywać...

- Marzę o nim dniami i nocami... Marzę, żeby w końcu go wyruchać... To miłość mojego życia! - wybuchł płaczem.

Dokładnie w tym momencie bez ostrzeżenia zacząłem raz za razem chlustać mu na ryj świeżą spermą.

Aż ryknąłem z przyjemności.

Oddalił mojego tryskającego fiuta od siebie, ale było już za późno.

Jego twarz ociekała łzami i moim nasieniem.

Miał nim zalane policzki, oczy i włosy.

Zabawny widok. Może trochę było mi go szkoda, ale najważniejsze, że orgazm był zajebisty.

- Tam są chusteczki - wskazałem na kredens w oddali, który niknął w ciemnościach. Joel poszedł i wytarł twarz. Zużył kilka chusteczek, po czym podszedł i rzucił mi na biurko zdjęcie.

- To on. Proszę cię Roderick, do kurwy nędzy, jesteś najlepszym detektywem w tym mieście. Chciałbym, żebyś dowiedział się, co robi wieczorami gdy nie ma go w domu. - błagał. - W imię naszej przyjaźni.

Na zdjęciu widniał seksowny młodziak, nagi, aksamitny, jak z bajki.

Zrozumiałem, czemu Joelowi tak bardzo na nim zależy.

To ciało, ta pupa... Cudo!

Aż sam nabrałem ochoty, żeby zlizać lukier z takiego ciasteczka.

- Ma na imię Adam - dodał.

- Okej, biorę to - odparłem, wpychając swojego stygnącego drąga do spodni. - Tego loda potraktuj jako zaliczkę.



Mortham City. Zwane Miastem Gejów.

Wyższe stężenie pedałów na metr kwadratowy, niż na samym dnie piekieł.

Mroczne drapacze chmur, sieć arterii, wąskich uliczek, ciasnych zakamarków, podejrzanych spelun, klubów i niekończących się hektarów odrapanych mieszkalnych bloków.

Siedlisko świętoszkowatych kurew, zboczonych businessmanów, fetyszystów drogich marek, pozbawionych uczuć pakerów, ciągle zakochujących się męskich galerianek i zniewieściałych ciot dających dupy za wejściówkę do klubu.

Tysiące mrocznych historii, gejowskich dramatów, romansów i zdrad.

Jeśli chodzi o sprawy dotyczące szczeniaków, to zawsze najpierw kieruję się do Tongo - najpopularniejszego klubu w mieście dla sprzedajnych ciotek.

Przychodzą tam najbogatsze pedały z centrum, oferując gruby hajs każdemu młodziakowi, który im obciągnie z połykiem.

A młodzi lecą na to, jak muchy do gówna.

Zaparkowałem przed klubem.

Wszedłem do środka. Panował półmrok. Było jeszcze przed imprezą. Leciała cicha, spokojna muzyka, nie było prawie nikogo. Za kontuarem stał barman.

- Znasz go? - spytałem, pokazując mu zdjęcie Adama.

- Może... - odparł z przekorną miną, wycierając szklankę.

- Mów jaśniej.

- Gdybym nie był teraz na ciebie aż tak napalony, to może bym sobie przypomniał... 

Wkurwił mnie maksymalnie.

Złapałem chuja za koszulę i przyciągnąłem do siebie.

Wypuścił z rąk szklankę. Roztłukła się o podłogę.

- Słuchaj pomywaczko - wycedziłem przez zaciśnięte zęby. - Jeśli myślisz, że strzelę ci gałę za tę informację, to się kurwo na mózg zamieniłaś z własnym psem, którego ruchasz na dobranoc. Mów, czy go znasz, albo...

- Daj sobie spokój, on nic nie wie - usłyszałem znajomy męski głos za sobą. Odwróciłem się.

- Kai? To ty? - spytałem z niedowierzaniem. Puściłem barmana. Jego pała już stała. Ohyda. Zmierzyłem go groźnie wzrokiem, po czym podszedłem do Kai'a. - Co robisz w tej spelunie?

- Jestem teraz menadżerem tego burdelu - odparł z uśmiechem na ustach. To śmiesznie, że się tym chwalił. Na jego miejscu ukrywałbym to. - Chodźmy do mojego biura, na pewno się czegoś napijesz.

- Nie przyszedłem tutaj pić. Poszukuję...

- Adama, wiem - przerwał mi. - Chyba będę mógł ci jakoś pomóc.

Nie wiedziałem, skąd ten skurwysyn wiedział, kogo szukam.

Dałem się przekonać. Poszliśmy wzdłuż korytarza, a potem schodami w dół. Jego biuro było w piwnicy. Przyjemne, ciepłe.

Usiadłem na kanapie, on poszedł robić drinki.

- Ładnie tu masz - pochwaliłem. Wystrój był w stylu retro. Nie przesadzony, z klasą. - Co mi powiesz o Adamie?

Kiedyś ten łepek tu pracował. Mył gary, ssał stałym klientom. Powinienem mieć gdzieś tam jego dokumenty - Kai wskazał na szafę. - Może coś w nich znajdziesz. Ale najpierw muszę ci coś powiedzieć... - uśmiechnął się tajemniczo i zbliżył do mnie. - Wiesz, ja... - zawiesił na chwilę głos, po czym oznajmił powabnym tonem - nadal cię kocham...

- Już mówiłem, że gówno mnie to obchodzi - uciąłem. Czy on kiedyś zrozumie, że łączył nas wyłącznie seks? - Chcę tylko wiedzieć, co robi teraz ten łepek.

- Nie masz serca, Roderick - jęknął z uczuciem, siadając obok mnie i podając mi drinka. - To był najlepszy analny orgazm, jaki miałem. Tylko ty tak ruchasz dupsko. Jeśli tylko trafisz na prostatę, to przenosisz człowieka do nieba...

- Kurwa... - westchnąłem. - Co, mam cię znów przeruchać w zamian za informacje o Adamie..?

***

Wyszedłem z biura Kai'a, zapinając rozporek.

Dwa razy dziennie to za dużo dla kolesia w tym wieku co ja.

Najważniejsze jednak, że w ręku miałem teczkę Adama. Opuściłem klub i w aucie otworzyłem ją, wysypały się jakieś papiery. Przejrzałem je wszystkie.

Nic ciekawego, żadnych wyróżnień, awansów. Historia pracy. Pracował w Vegas Hotel, rok temu, jako asystent właściciela multimilionera, któremu się w dupie poprzewracało od nadmiaru kasy.

Vegas Hotel słynie z ekskluzywnych pedalskich orgii. 

- Ciekawe, czy nasz Adam lubi się tam zabawić - powiedziałem sam do siebie i ruszyłem w stronę hotelu. Było pewne, że stary pedał wciągnął go w te orgie.

Adam to ciastko z najwyższej półki. Jego dupa mogłaby przyciągnąć największe szychy w mieście.

***

Bogate, marmurowe wnętrza ociekające złotem, kryształami i jedwabiem to znaki rozpoznawcze Vegas Hotel.

Robiły wrażenie tylko na młodych chujkach ze wsi.

Ja rzygam, jak widzę taki barok. Lśniące podłogi, kolumny, schody.

Bleh.

I ci modni, bogaci faceci w holu. Lalunie.

Byłem ubrany w brązowy, tani prochowiec, wymiętą koszulę, spodnie i stare buty. Nie pasowałem tam.

Podszedłem do recepcjonisty, kładąc przed nim zdjęcie Adama.

- Znasz tego gościa? - spytałem.

Facet podszedł, przyjrzał się i zbladł.

- Ja... - zamyślił się. - Nie bardzo jestem upoważniony, żeby informować o gościach naszego hotelu...

- Był waszym gościem?

- Tego nie powiedziałem. Po prostu nic nie mogę panu powiedzieć.

- Jestem prywatnym detektywem. Poszukuję go, bo coś może mu grozić...

Gość jednak zdawał się mnie nie słuchać. Rozejrzał się nerwowo dookoła, po czym spod blatu wyciągnął jakąś kopertę. Położył ją przede mną i podsunął.

- Niestety NIC nie mogę panu powiedzieć... - spojrzał na mnie porozumiewawczo. Miał minę pt. "bierz to i spierdalaj".

- Rozumiem. Dzięki - chwyciłem kopertę i wyszedłem pospiesznie.

W aucie przed hotelem otworzyłem ją. Było w niej zaproszenie na gejowską orgię. Jutro o 20:00. Ubranie obowiązujące - maska. Tylko maska.

Wejście przez zaplecze hotelu.

- Szykuje się niezła zabawa - westchnąłem.

***

8 stycznia, godzina 19:58.

Podjechałem pod hotel i zatrzymałem się na tylnym parkingu.

Wyszedłem z auta i udałem się w stronę drzwi zaplecza. Zapukałem. Otworzył karłowaty osiłek bez szyi. Pokazałem mu zaproszenie. Sprawdził, po czym kiwnął głową, żebym wchodził.

- Tu jest szatnia, może się pan rozebrać. Tam - wskazał na wielkie, zdobione drzwi - odbywa się cała zabawa.

Zza drzwi dobywała się jakaś seksowna muzyka. Spojrzałem na nie i westchnąłem.

- Co ja kurwa robię..? - spytałem siebie w myślach.

Spojrzałem raz jeszcze na zdjęcie Adama.

Był taki słodki, niewinny. Czy to możliwe, że bawi się w takie coś?

Aby się o tym przekonać, nie miałem innego wyjścia. To jedyny trop.

Rozebrałem się do naga i założyłem błyszczącą cekinami, cudaczną, karnawałową maskę z odstającymi piórkami.

Sprawdziłem, czy ukryta w niej kamera działa i ruszyłem w stronę ozdobnych drzwi.

Osiłek otworzył je przede mną.

Moim oczom ukazała się przedziwna kraina.

Wielka, kunsztownie zdobiona balowa sala z basenem na środku, balkonami, stołami uginającymi się od przekąsek i alkoholu.

I dziesiątki nagich, fantastycznie zbudowanych, obdarzonych facetów w maskach. Domyślałem się, że wśród nich mogą kryć się najwyżej postawione osoby w mieście - businessmani, politycy, milionerzy.

Kroczyli w milczeniu, dotykali się, smyrali lekko nawzajem. Niby przypadkiem.

W życiu chyba nie widziałem naraz tylu erekcji. Jednak nikt się tu nie ruchał.

Jakby na coś czekali.

Zszedłem po szerokich schodach.

W takich okolicznościach nie trudno o wzwód. Minęło mnie kilku przystojniaków. Powiało od nich drogimi perfumami.

Podejrzewam, że nikt tu nie znał nikogo.

Czuli się całkowicie anonimowo, bezkarnie, bezwstydnie. Byli w hedonistycznym, dzikim nastroju podlanym alkoholem. Gotowi już byli czerpać rozkosze cielesne tej nocy aż do upadłego. Jednak z jakichś powodów tego nie robili.

Wtedy jeszcze nie wiedziałem czemu.

Nagle rozbrzmiał gong.

Muzyka przyspieszyła, pogłośniła się.

Światła przyciemniały a na drzwi na końcu sali padł wielki jasny snop światła. Wszyscy naturalnie wzrok skierowali w tamtym kierunku.

Drzwi otwarły się. Objawił się w nich przepiękny, aksamitny chłopak o cudnym, kształtnym ciele. Serce zaczęło mi szybciej bić. Nie muszę mówić, kogo mi on przypominał. Miał okazałe mięśnie piersiowe, kolumnę mięśni brzusznych, doskonale wyrzeźbione ramiona, uda i łydki. A na twarzy - oczywiście karnawałową maskę.

Ale inną. Większą, czerwoną.

Skierował się delikatnym krokiem w stronę stołu pokrytego czerwonymi jedwabnymi obrusami i położył się na nim na plecach.

Zaczął namiętnie dotykać swojej klaty, pośladków, ud.

Wyglądał, jakby doskonale bawił się sam. Podjarał mnie. I innych też.

Mężczyźni zaczęli krążyć wokół stołu jak sępy czekające na padlinę.

Niektórzy podchodzili bliżej, przełamywali się i zaczęli go delikatnie smyrać. W okamgnieniu wokół stołu zgromadziło się ich kilkunastu.

Trochę mnie to obrzydziło.

Macali go w najbardziej wstydliwych miejscach, wpychali dłonie między nogi, masowali jego jądra, piersi, nogi, stopy, aż zaczął jęczeć z rozkoszy.

- Co tu się kurwa wyrabia? - wyszeptałem pod nosem i podszedłem bliżej.

Tymczasem z tłumu wyłonił się rosły mężczyzna.

Silnie przyciągnął chłopaka za nogi bliżej krawędzi stołu i rozchylił je. Lubrykantem pospiesznie nawilżył swojego kutasa.

Następnie bez pytania i zbędnych ceregieli wepchnął go między pośladki młodego. Ten aż jęknął i zaczął szybciej oddychać. Poddał się penetracji bez oporu.

Zaciekawiło mnie to.


Facet dał młodemu chwilę na oswojenie się ze swoim penisem, jego kształtami i rozmiarami, po czym gwałtownie ruszył. Dymał chłopaka, aż miło było patrzeć. Jak królika. Nie dało się ukryć, że miał zajebiste przyjemności. Pozazdrościłem mu.

Cały błyszczał od potu. Podszedłem kilka kroków z ciekawości.

Dziesiątki dłoni macały ich, traktując ich ciała jak publiczną własność. Niektórzy miętolili ich jaja, ssali ich sutki, klepali ich po pośladkach, całowali po szyjach.

Jednak dymająca się parka jakby nie zwracała na nich uwagi - była w pełni pochłonięta ostrym rżnięciem.

W końcu facet zaczął sapać, jakby miał zawał. Jęczał i spuścił się bezwstydnie w chłopaku. Posuwał go jeszcze chwilę, po czym wyszedł z niego jakby zrezygnowany.

Chodzi o to, kto doprowadzi chłopaka do spustu. Bez rąk, tylko waląc w dupę - wyszeptał mi na ucho stojący obok koleś, po czym oddalił się.

- Niezły cyrk - pomyślałem. - Więc tak się bawią bogate pedały w tym mieście.

Natychmiast miejsce faceta zajął kolejny. Wszedł w młodziaka bez oporu, jak rozgrzany nóż w masło, i z miejsca zaczął energiczne posuwanie.

Chłopakowi wyraźnie sprawiało to przyjemność.

Uśmiechał się, rozwierał usta w akcie uniesienia, wypinał dzielnie swoją jędrną pupę. I wił się, wił w rozkoszach. Jednak nic z tego. Facet doszedł pierwszy.

Zrobiłem im zdjęcie.

Potem ruchał kolejny. I kolejny. I kolejny. Po kilkunastu przestałem liczyć. Nacykałem kilkadziesiąt fot.

Wszyscy pompowali mu w dupę swoje namiętne soki. W końcu zgromadziło się ich tak wiele, że zaczęły się sączyć szczelinami, kapać na podłogę, ciągnąć jak nici, pienić się na pośladkach. Wow, co za widok. Aż sam nabrałem ochoty, żeby się w nim zanurzyć.

- Co jest nagrodą? - spytałem przypadkowego kolesia, który stał nieopodal.

- Dziesięć tysięcy dolców.

- Że co?! - pomyślałem. - Miałbym rachunki z głowy na najbliższych kilka miechów...

Niespodziewanie na salę wtargnęło coś szokującego.

Wstrząsająco wielkie, kompletnie nagie męskie monstrum sunęło pewnym korkiem w stronę chłopaka.

Myślałem, że zemdleję z przerażenia. Kolos był chyba półtora, jak nie dwa razy większy i szerszy od pozostałych kolesi.

Wzbudził popłoch na sali. Był tak potężny i obficie umięśniony, że trudno było w to uwierzyć.

Wystraszyłem się nie na żarty.

Koleś jako jedyny nie miał maski.

Widać miał w dupie, czy ktoś go rozpozna.

Twarz miał kwadratową, jakby wyciosaną z kamienia. Był łysy. Spojrzenie miał chłodne i przenikliwe. Wręcz patologiczne.

A pałę z kolei... przeogormną.

Tak długą, grubą i masywną, że uginała się pod własnym ciężarem. Wydawało mi się, że mógłby nią kogoś ubić jak psa i nawet by nie jęknął.

Tłum facetów rozstępował się przed nim na boki.

Potwór podszedł do stołu, na którym leżał młodziak. Chwycił mocno kolesia, który go akurat posuwał, i odrzucił go na bok jak śmiecia. Następnie złapał młode ciałko chłopaka i nadział je bezlitośnie na swój pal

Czegoś takiego jeszcze nie widziałem.

Nie mogłem pojąć, jak coś takiego się w nim zmieściło.

Młody aż zawył pod sufit. Z bólu? Z przyjemności? Nie wiedziałem.

Wielkolud, nie patrząc na nic, zaczął się nim masturbować. Nabijał go i wyciągał, nabijał i wyciągał.

Ileż to bydle miało w sobie siły, by rżnąć go w taki sposób ponad pół godziny. Ukradkiem robiłem fotkę za fotką.

W końcu z potężnej klaty bydlaka dobył się przeszywający ryk rozkoszy. Po jego jajach zaczęły ściekać krople spermy. Chłopak wypełnił się nią chyba po brzegi. Stałem jak wryty.

Potwór w końcu zdjął młodego ze swojego pala i w furii rzucił nim na stół. Chłopak nie doszedł. Leżał i sapał, a kolos w totalnym wkurwieniu opuścił salę.

Zapadła martwa cisza.

Zbliżyłem się do niemal zaruchanego na śmierć młodego. Jęczał i był półprzytomny. Ale uśmiechał się. Miałem w końcu okazję przyjrzeć się mu bliżej.

Te rysy, te usta.

Wciąż jednak nie byłem pewien, czy to Adam. Żadnych znaków szczególnych. A mój fiut stał na baczność. Był wielki jak nigdy.

- Spróbuję - pomyślałem.

Podszedłem do chłopaka szybkim krokiem i bez zbędnych gestów wsunąłem swojego drągala pomiędzy jego pośladki. Gęsty, biały kisiel wielkoluda ulał się bokami. Poszło lekko. Młody był teraz rozruchany jak stara dziwka, ale bawiło go to. W środku poczułem gorącą zupę spermy poprzednich kolesi. Dziki miks, gejowski "Gorący Kubek" w wersji hard. Chłopak śmiał się jak pojebany.

Zacząłem go więc posuwać.

- Ja ci się kurwa pośmieje - pomyślałem i napiąłem chuja do granic możliwości. Moja głowica nabrzmiała. Nie miałem tak wielkiego sprzętu, jak to monstrum, ale wiedziałem, że liczy się technika, a nie wielkość. Tak przynajmniej pocieszają w tych tanich poradnikach.

Pedalskie nasienie dawało świetny poślizg. Nabrałem tempa.

W powietrzu raz po raz rozlegały się głośne plaśnięcia. Moje jaja waliły o jego poślady. Ach, co to był za seks! Kutasem sięgałem mu serca.

Jednak mały chujek wciąż nie dochodził.

- Dochodź skurwielu, dochodź! - kląłem w myślach, czując, że sam zbliżam się już do kresu. Jednak na nic zdawały się moje przekleństwa.

Nagle jednak przypomniałem sobie coś.

- Jeśli tylko trafisz na prostatę... - powtórzyłem w myślach słowa Kai'a. Ostro zmieniłem kąt jebania i zacząłem szukać kutasem jego gruczołu. Po chwili udało się. Wyczułem go końcówką.

Był delikatny, napęczniały, jak pomarańcza.

O dziwo zdawał się być nietknięty tego wieczoru. Zacząłem w niego mocno i szybko uderzać, raz po raz.

Wtem chłopak popatrzył na mnie, uśmiechnął się szerzej, puścił mi oko, po czym nagle jego penis samodzielnie naprężył się. Momentalnie stwardniał.

W końcu zaczął wyrzucać na jego klatę długie, grube strugi srebrnej spermy.

Udało się!

Faceci dookoła wiwatowali i zaczęli klepać mnie po tyłku.

Dupa młodego zaczęła się gwałtownie obkurczać wokół mojej pały a zwieracze czule objęły ją u podstawy. Tego było już zbyt wiele.

Też zacząłem się w nim obficie spuszczać jednym, tęgim strumieniem.

On śmiał się i wciąż tryskał spontanicznie jak szalony.

Wkurwił mnie - pewnie miał silniejszy orgazm ode mnie. Gwałtownym ruchem zdarłem jego maskę i nacisnąłem wyzwalacz. Zrobiłem mu piękną fotkę - bez maski, z moim chujem w dupie, z potokami spermy strzelającymi z jego kutasa.

I ta jego wystraszona mina...

- W sam raz na Facebooka, Adaś - wysyczałem.

***

9 stycznia, poniedziałek. Późne popołudnie.

Było już prawie ciemno.

Różowy neon znów zaczął walić po oczach. Siedziałem na fotelu w swoim biurze. Z nogami na biurku. Liczyłem swoje dziesięć tysięcy. Byłem zadowolony.

Obok leżała koperta ze zdjęciami z wczorajszej orgii. Nagle wpadł Joel.

- I co? Mówiłeś, że masz już jakieś informacje.

- Tak, mam. Ale obiecaj mi, że potem zapłacisz do końca - uścisnąłem przez spodnie swojego kutasa.

- Kurwa, dobra, mów!

Otworzyłem kopertę i wyłożyłem na biurku zdjęcia.

- Co twój Adaś robi po nocach? Daje się dymać. I to ostro - odparłem, obserwując jednocześnie reakcję Joela. Chwycił fotki i zaczął oglądać. Zbladł, oczy wyszły mu na wierzch i cały zaczął drżeć. Ja ciągnąłem dalej: - Dziesiątkom facetów...

Zdjęcia bezlitośnie to ukazywały. Na każdym inny koleś posuwał miłość jego życia.

- Adam ugościł wczoraj w swojej dupie więcej kutasów, niż widział pisuar na dworcu głównym - dodałem. - Małe, długie, grube i chude. Wpompowały w niego na surowo litry samczych soków. Rozjebały mu dupsko na kawałki. Ależ się cieszył jak dziecko. Nie krył, że sprawia mu to dziką frajdę...

Joel z trudem zaczął dukać:

- A... tu... na tym... tym zdjęciu...? - wskazał finalną, obnażającą wszystko fotkę. - Czyj to chuj w jego... w jego pupie...?

- Mój... - odparłem spokojnym tonem. - Było zajebiście.

Zdawało mi się, że Joel umarł w butach. Patrzył na tę fotkę, ale to, co na niej było, do niego nie docierało. Kompletnie osłupiał, jego serce chyba stanęło.

Zastanawiałem się, czy zaraz nie wyciągnie noża i nie zapierdoli mnie tutaj, w moim własnym biurze.

- Wiem, że nie będzie ci łatwo teraz wziąć do ust fiuta, który był wczoraj w jego dupie... - dodałem - ... ale pamiętaj, że musisz zapłacić do końca za to zlecenie... - położyłem rękę na swoim penisie.

Joel jednak wybiegł nagle, zostawiając mnie samego.

- Kurwa. Wiedziałem, że tak będzie - mruknąłem do siebie.

Chuj z nim. Ważne, że miałem kasę i poruchałem.

- Tylko to się liczy w tym mieście. No i dobry tytoń - dodałem, po czym zaciągnąłem się papierosem i wypuściłem dym, by tańczył w świetle różowego neonu.

Autor Fiutomer. Wszelkie prawa zastrzeżone. Nieautoryzowane rozpowszechnianie fragmentów lub całości niniejszego utworu w jakiejkolwiek postaci jest zabronione. Wykonywanie kopii i publikacja tego utworu na jakimkolwiek serwisie internetowym czy innej publikacji bez wiedzy i zgody autora jest naruszeniem praw autorskich i spotka się z reakcją autora. Autor nie ponosi odpowiedzialności za konsekwencje przeczytania niniejszego utworu.

9 komentarzy:

  1. Zaczęło się u niego nie winnie w mieszkaniu, pózniej akcja przeniosla się na sportowo do piwnicy, kolejności i lawina zdarzeń. Nie uchwytny cel prawie był w zasięgu ręki. Próba wrobienia w gwałt przez samych gwalcicieli. Dzisiaj pozostają zamieszani w to lekarze i sąsiedzi nikt nic nie wie każdy milczy. Zbrodniarze nie uchwytni wciąż pozostają na wolności. Do tego jeszcze ten prawnik i sztuczny sen u niego w domu ehh narkotyczny trip zdaje się nie mieć końca...

    OdpowiedzUsuń
  2. szkoda że tak fajne opowiadanie tak smutno się kończy :( i szkoda że nie jest dłuższe bo lubię bardzo długie opowiadania i do tego ostre hardcorowe i szukam opowiadań gejowskich różnego typu gdzie można je znaleźć i czy znacie jakieś strony z takimi opowiadaniami :(

    OdpowiedzUsuń
  3. Bujna fantazja :-) fajnie opisane :P

    OdpowiedzUsuń
  4. Zajebiste :) Dzięki

    OdpowiedzUsuń
  5. Zajebiste opowiadanie. Masz talent. Dzięki!

    OdpowiedzUsuń
  6. napisałbyś kolejną część?

    OdpowiedzUsuń
  7. chętnie bym dał dupy i wziął do buzi. tak mnie podnieciło to opowiadanie że właśnie ostro walę sobie konia teraz i zaraz się spuszczę jak ci kolesie

    OdpowiedzUsuń

Ty też podziel się opinią na temat opowiadania!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...